niedziela, 31 maja 2015

#7. ZAPACH TROPIKÓW W CUDOWNYM KREMIE DO RĄK BALEA I PRZEGLĄD MAJOWY


Aloha!
Ostatnio jakieś słuchy mnie doszły, że podobno jestem leniwa! Nie wiem skąd w ogóle taki pomysł, że niby ja i lenistwo?! A tak na poważnie, to, no cóż, troszkę mam słomiany zapał, ale już staram się nadrobić – dzisiejszym postem oraz rozplanowaniem kilku kolejnych – mam nadzieję, że tym razem pójdzie mi lepiej.
No i jeszcze odnośnie mojej nieobecności, to mam kilka usprawiedliwień. A mianowicie:
o   Rozpoczęłam praktyki/staż w redakcji Magazynu Wesele;
o   Miałam urodziny, haha – przygotowania trwały tydzień, a w weekend wpadła cała rodzinka z Łodzi no i najbliżsi;
o   Od początku maja mam pod opieką wesołą ferajnę, o której dokładniej napiszę niebawem.
W związku z powyższym mam nadzieję, iż dostanę rozgrzeszenie i moje lenistwo zostanie mi wybaczone.
A ponieważ bardzo się rozpisałam, przejdźmy teraz do meritum postu. A właściwie do jednego z nich.
Dziś zapraszam Was na recenzję bajecznie pachnącego kremu do rąk. Kremu, który przywędrował do mnie w przecudownej paczce od ArcyJoko u której wygrałam rozdanie. Zanim zaproszę Was do zapoznania się z moją opinią o nim muszę, po prostu muszę, pokazać co dostałam od Joko, gdyż przesyłka była tak cudowna, że… aż brak mi słów.



Obłędny ziołowy szampon, dla którego zdradziłam swojego bez SLS’owego babydream’a. Krem do rąk, który będzie głównym bohaterem dzisiejszej recenzji. Lawendowe kosmetyki do włosów i suchy szampon batiste.


Pieprzowy lakier do paznokci (jego recenzję znajdziecie u Joko) oraz ozdobny lakier od Golden Rose. Ananasowy wosk i lawendowe mydełko.


Jakby tego było mało… Każdy z produktów zawierał zieloną karteczkę z komentarzem oraz instrukcją obsługi. Paczkę oczywiście odebrał mój luby, który zdecydował, że sam będzie mi wszystko podawał, oczywiście najpierw przeczytawszy notatki autorki. Jakież to było irytujące, kiedy trzymał w rękach moje nagrody i chichotał pod nosem co rusz powtarzając „Dobra jest, haha!” (tak, to o Tobie Joko!). No po prostu, komentarze level master, no i biliard do humoru, naprawdę! Co więcej, Joko zapamiętała, że w maju obchodzę urodziny i do paczki dołączyła obłędną karteczkę, którą czytałam już kilkakrotnie. Naprawdę, widać w tym tyle serca, że aż nie jestem w stanie tego opisać. Bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję Joko!


I to właśnie jeden z prezentów od Joko będzie dzisiaj główną gwiazdą – Panie i Panewki, jak to mówił uroczy samochód z bajki „Auta” – zapraszam na recenzję kremu, który skradł serducho nie tylko moje, ale i koleżanek oraz współpracownicom.:) Ba, nawet mojemu się podoba i daje sobie posmarować łapki!



Krem do rąk Fruity Harmony firmy Balea o niezwykle owocowym zapachu. Troszkę się naszukałam i pobawiłam z google translate ale nie udało mi się wynaleźć wszystkich nut zapachowych kremu – producent określa go po prostu jako owocowy, wymieniając pitaję oraz mleko kokosowe. Ja ponadto czuję coś kwaskowatego – mandarynkę najprawdopodobniej i na pewno jeszcze coś, ale nie jestem w stanie tego określić.  




Głównym zadaniem kremu jest nawilżanie – jako właścicielka bardzo suchej skóry, zarówno twarzy jak i ciała – a co za tym idzie – dłoni również, muszę przyznać, że sprawdza się naprawdę fenomenalnie! Mimo troszeczkę oleistej (?) konsystencji (ale naprawdę, dosłownie troszeczkę), która z początku mnie zaniepokoiła, krem wchłania się bardzo szybko, pachnąc przy tym obłędnie, i naprawdę fajnie nawilża. Siedząc w pracy, tfu, na stażu, wystarczy, że nałożę go raz i mogę się cieszyć nawilżonymi łapkami do końca.


Ponadto za kremem przemawia jeszcze jego oprawa graficzna i materiał, z jakiego jest zrobiona tubka z nadrukiem – wygląda tak egzotycznie, smacznie, pięknie się prezentuje zarówno na półce jak i w torebce. Noszę go ze sobą wszędzie i zachwycam swoich znajomych cudownym zapachem lata!


Opakowanie zawiera 100 ml i kosztuje ok. 8 zł (dane z wizażu). Jak dla mnie jak najbardziej warto! Szczerze polecam Wam ten krem – ja sama z chęcią zapoznam się z ofertą firmy Balea i zrobię większe zakupy, jak tylko będę mogła.


Mam nadzieję, że moja recenzja będzie choć troszkę przydatna, jeśli któraś z Was stanie przed podjęciem decyzji odnośnie wyboru kremu do rąk. Może nie jest długa, ale myślę, że zawarłam w niej wszystkie najważniejsze informacje. Gdyby czegoś brakowało, piszcie.


Ze swojej strony dodam jeszcze, że w maju dwa weekendy spędziłam u siebie na wsi i nie byłabym sobą, gdybym nie opublikowała tu kilku zdjęć. Tropie to taka moja mała ojczyzna, gdy byłam mała spędzałam tam każdy weekend i wakacje. Bardzo kocham to miejsce i dlatego postanowiłam, że się nim z Wami podzielę. Oprócz tego krótko, zwięźle i na temat pokażę jeszcze, co ciekawego wydarzyło się u mnie w tym miesiącu.




 Haha, wybaczcie, ale uważam, że kura ze wzrokiem mordercy zasługuje na osobne miejsce.:D


Lubicie koktajle? Ja i mój luby uwielbiamy – często jakieś przygotowuje. Dodatkowo, od niedawna mamy wyciskarkę do owoców – sok z marchwi i jabłka robi u nas furorę.


Niedawno byłam jako fotograf na bardzo eleganckim przyjęciu weselnym. Nie było tańców, lecz uroczysty obiad i choć całość ogólnie mi się podobała, to jednak jestem zwolenniczką innego typu świętowania – bez tańców się nie obejdzie!


Mam nadzieję, że nikt nie będzie mnie chciał zamordować za to zdjęcie, bo wiem, że Magic Starsy nadal są ciężko dostępne w Polsce. A jeśli już, to bez promocji są koszmarnie drogie. Wybaczcie!


Trzy tygodnie temu wpadliśmy również do Catroomu, na ciastko w towarzystwie kotów. Krakowskie stowarzyszenie Stawiamy na łapy organizuje takie spotkania co weekend. Gdy my byliśmy, odbywał się tam również mały targ – można było kupić biżuterię lub przepiękne, kocie przypinki – cały dochód przeznaczany był dla podopiecznych Fundacji, których jest ponad siedemdziesiąt! Tydzień temu do kupienia lub poczytania było mnóstwo książek a teraz odbywa się tam Dzień Dziecka dla kociaków, których niestety, po Komuniach i okresie rozrodczym kotów na osiedlach pojawiło się od groma… Zachęcam Was do zapoznania się z Fundacją, gdyż uważam, że jest ona niesamowita!



A tutaj uchylam rąbka tajemnicy odnośnie mojej ferajny. Pomnóżcie tego słodziaka razy trzy, dodajcie do tego mamę i dwie rezydentki i wszystko stanie się jasne.


No cóż, to by było na tyle.
Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się dużo szybciej. W każdym bądź razie obiecuję, że będę się starać.
Pozdrawiam Was cieplutko,

Paula, leniwa buła.