sobota, 21 listopada 2015

#11. ORLY?! RECENZJA DARKEST SHADOW ORAZ HIGHLIGHT.





Dobry wieczór!
Przychodzę dziś do Was z krótką acz treściwą recenzją dwóch lakierów ORLY.
Mowa o odcieniu highlight oraz darkest shadow. Już na początku zaznaczam, że nie miałam do czynienia z pełnowymiarowym produktem, tylko Smoky mini kit, w którym znajdziemy cztery kolorki, a pojemność każdego z nich wynosi 5.3 ml.


Kolor
Jeśli chodzi o wcześniej wspomniane odcienie: highlight i darknes shadow, to mam mieszane odczucia. Jak zobaczycie na zdjęciu, drugi z nich powinien mieć dużo bordowo-złotych drobinek. Niestety, na paznokciu prawie w ogóle tego nie widać – nawet w świetle słonecznym. Kolor jest ciemny z lekkim przebłyskiem bordowo-purpurowej czerwieni. Gdy pierwszy raz zobaczyłam buteleczkę, zakochałam się w kolorze – wydawał mi się wręcz idealny na jesień, niestety, po aplikacji byłam trochę zawiedziona. Owszem, podoba mi się nadal, jednak z zupełnie innej strony niż myślałam. Highlight na pierwszy rzut oka wydaje się odcieniem szarym z cieplejszymi tonami. Na paznokciu prezentuje się różnie – raz wydaje się, że ma w sobie odrobinę zielonego pigmentu, innym z kolei, iż różowego. Myślę, że zależy to od światła.
Na oba lakiery nałożyłam top coat z Sally Hansen. Mimo, iż wcześniej byłam z niego zadowolona, z ORLY efekt nie był taki, jaki moim zdaniem być powinien. Kolory wyglądały na zgaszone, nie błyszczały się tak, jak np. z Colour Alike (mam piękny, granatowy holo, który zaraz po wyschnięciu robi się matowy i nieładny. Gdy nakładam na niego jedną warstwę top coatu staje się taki, jak w trakcie malowania – błyszczący, świeży – tutaj brakuje tego efektu). Dodam, iż zdecydowałam się na top, ponieważ po wyschnięciu lakierom brakowało tego świeżego, eleganckiego blasku. Być może, gdybym miała top innej firmy wyglądałoby to lepiej.


Trwałość
Trwałość oceniam na czwórkę z minusem. Paznokcie pomalowałam w sobotę, już w poniedziałek na jednym z nich (widać na zdjęciach) lakier troszkę mi zszedł. Wczoraj nie wytrzymałam i zdrapałam lakier w całości, gdyż zaczął już nieładnie odchodzić. Pierwsze, już po dwóch-trzech dniach, zdarły się końce.
Nakładanie
No cóż. Z pełną świadomością stwierdzam, że produktu mini nie są dla mnie. Jestem fanką dużych, grubszych pędzelków. Te z ORLY były przede wszystkim krótkie i cienkie. Z tym pierwszym miałam najwięcej problemów – w moim odczuciu pędzelek naprawdę był za krótki (może nie samo włosie, ale całość). Jeśli chodzi o ilość warstw – na osiem paznokci, tylko na trzech musiałam nakładać drugą warstwę darkest shadow, myślę jednak, że gdyby nie mój brak wprawy, obyłoby się i bez tego. Lakier kryje bardzo dobrze. Highlight natomiast potrzebuje dwóch warstw.


Podsumowanie
Szczerze powiedziawszy, gdybym miała wydać za Smoky mini kit ok. 13 $ (cena z amazon.com) to wolałabym kupić sobie kilka(naście) lakierów z Golden Rose. Nie są złe, ale za tą cenę spodziewałabym się jednak czegoś więcej… Najwięcej mam do zarzucenia kolorowi darkest shadow – naprawdę mnie rozczarował, jeśli chodzi o kolor na paznokciu.






piątek, 6 listopada 2015

#10. O KRÓLOWEJ JESIENI - DYNIA.

Dzień dobry!
Witam Was serdecznie w ten chłodny jesienny wieczór zasmarkana i kaszląca bez przerwy. Od zeszłego tygodnia mam problemy z krtanią, zatokami oraz gardłem. W Krakowie, choć za dnia pięknie i słonecznie, tak w godzinach późno popołudniowych robi się niemal groźnie – mgła, która się pojawia jest tak gęsta, że czasami widoczność jest naprawdę koszmarna. Pisząc mgła – mam oczywiście na myśli nasz cudowny, krakowski smog, którego dopuszczalne normy przekraczane są nawet kilkaset razy, przez co, jak mniemam, moja krtań odmawia mi posłuszeństwa. W każdym bądź razie, od wtorkowego wieczora, pomijając jeden epizod, nie wychodzę z łóżka. No ale, nie o tym chciałam Wam pisać.



Dziś, z okazji tego, że trwa jesień, pragnę przybliżyć Wam niekwestionowaną królową tejże pory roku – dynię. Czy wiecie, że służy ona nie tylko do robienia lampionów?

1.   Dynia dla urody
Wiecie, że dynia ma wiele zastosować w sferze beauty? Można z niej robić peelingi, maseczki, płukanki do włosów. Ma w sobie dużo enzymów oraz kwasów przyspieszających regenerację komórek oraz mających właściwości rozjaśniające i wygładzające skórę. Jest źródłem witaminy A, E oraz C, jej pestki zawierają cynk i kwasy tłuszczowe. Olej z dyni nadaje się do włosów przetłuszczających się – znacząco ogranicza produkcję łoju.

Przykładowa rozjaśniająca maseczka z dyni:
½ szklanki puree z surowej dyni, ½ łyżeczki kurkumy, 1 łyżeczka miodu.
Wszystkie składniki mieszamy a następnie cienką warstwą nakładamy na twarz i szyję. Po kilku minutach spłukujemy letnią wodą[1]


2.    Dynia dla zdrowia
Jak pisałam wcześniej, dynia posiada wiele witamin oraz minerałów niezbędnych dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Jest bogata w B-karoten, ma sporo potasu, wapnia, fosforu i witamin z grupy B a ponadto jest zupełnie pozbawiona sodu! Pomaga w odchudzaniu i leczeniu nadciśnienia, działa odkwaszająco i wzmacnia układ odpornościowy, pobudza trawienie i odkwasza jelita. Prawdziwą bombą i skarbnicą są jej pestki, które zawierają magnez, fosfor, cynk a także wyjątkową kombinację wielonasyconych kwasów tłuszczowych.

Przykładowy przepis na sok z dyni na wzmocnienie organizmu:
Dwie szklanki miąższu z dyni wymieszać ze szklanką mleka i dwoma łyżeczkami miodu, dodać kilka kropel cytryny. Najlepiej pić po śniadaniu.[2]


3.    Dynia w kuchni
Dynia jest pyszna a ponadto w 100 g ma tylko… 28 kalorii! Wraz z przyjściem jesieni restauracje, kawiarnie a nawet fast foody zasypują nas ofertami z dynią w roli głównej! Nikogo już nie dziwi burger z dynią (Bobby Burger) czy dyniowe latte. KFC w stałym repertuarze ma pyszną sałatkę z dynią. Można ją jeść na wiele, wiele sposobów – w babeczkach, plackach, sałatkach, do kanapek, jako przekąskę…  Przepisów znajdziecie mnóstwo. Ja planuję, jak tylko wydobrzeję, zrobić muffinki dyniowe. Mam nadzieję, że mi się udadzą! Ale aktualnie, moim ulubieńcem jest jednak zdecydowanie gęsta zupa – krem z dyni z dodatkiem grzanek.

Przepis na zupę – krem z dyni z grzankami (nie jest on wzięty stricte z jakiejś strony, czy książki, podawała mi go mama, dlatego nie robię odwołania):
Potrzebujemy: 1 niedużą, dojrzałą dynię, 1 marchewkę, 1 pietruszkę, czosnek, cebulkę, sól, pieprz, trochę pieczywa na grzanki.
Wykrawamy miąższ z dyni i blendujemy go na jednolitą masę. Na patelni podgrzewamy cebulkę, aby pięknie nam się zeszkliła. Przekładamy ją do garnuszka, dodajemy dynię. Kroimy pietruszkę oraz marchewkę. Dodajemy czosnku (uwielbiam czosnek!), solimy, pieprzymy wedle uznania. Następnie, podgrzewając, dolewamy wody, aż krem będzie miał odpowiednią dla nas konsystencję. Pieczywo kroimy w malutkie kawałeczki, podgrzewamy na patelni, aż ładnie się zarumieni i zrobi się chrupiące. Można dodać trochę czosnku. I tyle. Banalnie proste, prawda? A jak pyszne!

Krem z dyni to zdecydowanie mój jesienny faworyt. Do tego można go przyrządzać na wiele sposobów. Jest pyszny i przepięknie się prezentuje na stole – a do tego tak banalny do zrobienia, że nawet nie wliczam w to walorów zdrowotnych.
Dynia ma wiele zastosowań, dlatego warto przyjrzeć się jej bliżej oraz zaprzyjaźnić. Z pewnością wyjdzie nam to na dobre!




Tworząc post korzystałam z (znajdziesz tu również więcej przepisów):
https://hipokrates2012.wordpress.com/2013/07/06/dynia-dla-zdrowia-i-urody/

Zdjęcia pochodzą z: weheartit, pinterest.


[1] Źródło: http://kobieta.wp.pl/kat,26369,title,Dynia-dla-urody-przepisy-na-domowe-maski-i-peelingi,wid,17894588,wiadomosc.html?ticaid=115e51
[2] Źródło: http://www.naturaity.pl/artykul/311,krolowa-dynia-dla-urody.html