środa, 21 listopada 2018

#62. NACOMI PO RAZ PIERWSZY :)


Hola :)
Pogoda za oknem od paru dni zdecydowanie nas nie rozpieszcza, dlatego dziś wychodzę jej naprzeciw i podpowiem, jak można rozpieścić się samemu :)

Produkty Nacomi interesowały mnie już od dawna, dlatego gdy tylko zdobyłam kupon rabatowy na zakupy w Drogerii Pigment postanowiłam je sprawdzić. Mój wybór padł na serum żelowe do twarzy (hialuronowe), nawilżający koktajl do twarzy (opcja błyskawicznego nawilżenia), peeling cukrowy do ciała z kawą o obłędnym zapachu latte oraz maskę algową do twarzy (wariant łagodzący z rumiankiem). Produkty zamówiłam na początku czerwca, jednak w sierpniu musiałam zrezygnować z tych do twarzy ze względu na silną reakcję alergiczną na nowy płyn do soczewek – no cóż, siostra, która je dostała była wniebowzięta, gdyż jest wielką fanką tej marki. Ja miałam to nieszczęście, że mogłam je testować tylko dwa miesiące, ale i tyle wystarczyło, by wyrobić sobie na ich temat opinię :) Zapraszam więc do czytania.




NAWILŻAJĄCY KOKTAJL DO TWARZY 3w1  oraz SERUM ŻELOWE Z KWASEM HIALURONOWYM
Nie sposób opisać ich osobno gdyż idealnie się uzupełniały więc używałam ich równocześnie – mieszałam trochę koktajlu z żelem i nakładałam na twarz po kąpieli. Duet ten zastąpił ukochany przeze mnie krem Dermedic i spisywał się bardzo dobrze. Szybko się wchłaniał pozostawiając fajne uczucie nawilżenia i lekkości. Koktajl był delikatnie lepki i tłustawy, żel za to miał rewelacyjną konsystencję – genialne więc się uzupełniały. Warto zaznaczyć też, że koktajl można używać jako maseczkę do twarzy, maseczkę pod oczy albo intensywne serum. Ja zdecydowałam się po trochu na jedno i drugie. Efekty dość szybko były odczuwalne – buzia była miękka, nawilżona i promienna. No i całość wchłaniała się zdecydowanie szybciej niż Dermedic.:) Zero uczucia ściągnięcia oraz suchości, która jest moim przekleństwem.:)


MASKA ALGOWA ŁAGODZĄCA Z RUMIANKIEM
No dobra. Z tym produktem akurat się nie polubiłam. Po pierwsze – przychodzi nie w formie maski a proszku, który sami musimy rozrobić. Jest to poniekąd fajne, bo poza letnią wodą możemy dodać hydrolat, ja jednak totalnie poległam w tej kwestii. Ani raz nie udało mi się uzyskać upragnionej konsystencji :D Strasznie się namęczyłam przy odmierzaniu proporcji a i tak za każdym razem tworzyła się totalna paćka, której nijak nie dało się dobrze rozprowadzić na twarzy, zrezygnowałam więc. Siostra, która stosuje te produkty dłużej ode mnie (no i ma więcej cierpliwości) nie miała z tym problemu i jest zadowolona z działania maski.


PEELING CUKROWY Z KAWĄ
Mój faworyt, którego używam do dziś! Ja generalnie uwielbiam peelingi kawowe, zarówno te robione w domu jak i kupne, a ten totalnie skradł moje serducho. Przede wszystkim – pachnie tak obłędnie kawą latte, że naprawdę trzeba się pilnować, aby go nie zjeść! Wystarczyło, że odkręciłam wieczko, delikatnie podważyłam folię ochronną i po pomieszczeniu rozszedł się apetyczny zapach! Mniam! W działaniu w niczym nie ustępuje moim wcześniejszym, domowym wersjom – super masuje, oczyszcza i sprawia, że skóra staje się mięciutka i nawilżona jak pupcia niemowlaczka. Robi bałagan, ale nie tak olbrzymi jak wersje handmade no i łatwiej się spłukuje, choć niekiedy znajdywałam kilka ziarenek rano na przykład w zgięciu kolana ;) Ale jestem w stanie mu to wybaczyć zarówno za działanie jak i zapach a także wydajność. Jak wspominałam, nadal z niego korzystam. Jest to mój zdecydowany hicior.



Kosmetyki Nacomi u mnie sprawdziły się dobrze. Gdyby nie problem z alergią, z pewnością korzystałabym z całej czwórki dalej (niestety, wciąż się z nią borykam, bardzo lubi powracać, nie ryzykuję więc nowymi kosmetykami do pielęgnacji twarzy czy oczu). Warto jeszcze wspomnieć, że są naturalne, robione ręcznie, mają śliczne opakowania oraz – wersje zapachowe obłędnie pachną :) No i przede wszystkim – siedziba oraz zakład produkcyjny zlokalizowane ma w małej wsi na południu Polski! Czy trzeba jeszcze kogoś przekonywać?:)