czwartek, 12 kwietnia 2018

#48. RUSINOWA POLANA WIOSNĄ.


Widoki z drogi :)

Hej hoł :)
Pogoda ostatnimi czasy bardzo dopisuje, dlatego grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Nic więc dziwnego, że w poniedziałek, po weselnym weekendzie, zwlekliśmy się z P. z łóżka tuż po piątej, by o 6:10 wystartować z MDA w stronę Zakopanego, by odbić sobie ostatni, mglisty wypad, o którym możecie poczytać [TUTAJ].


Tak czy siak, naszym początkowym celem miała być wyprawa na Kalatówki z późniejszym zahaczeniem o Sarnią Skałę, Wodospad i Dolinę Strążyska. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, na Sarniej byliśmy w grudniu :) [KLIK]. Naszym głównym celem było zobaczenie krokusów, jednak ponieważ na Kalatówkach nie były one jeszcze w pełnym rozkwicie, w nocy przed wyjazdem obmyśliłam inną trasę. A właściwie: dwie. Pierwszą miała być właśnie Rusinowa Polana, która niezbyt rozpieściła nas widokowo niecałe dwa miesiące temu.;) 


Z dworca PKP wsiedliśmy w niewielki busik i za 9 PLN od osoby (busiki jadące pod Morskie Oko) dojechaliśmy na Wierch Poroniec, który był naszą bazą startową na Rusinową. Jako ciekawostkę dodam, że ubzdurałam sobie, żeby zabrać do plecaka nie tylko niezbędne rzeczy takie jak woda, chusteczki, portfel, aparat (…) ale i… czapkę, szalik, rękawiczki. Na sobie miałam bluzkę, polar i kurtkę zimową. Och, co to była za męka! Co prawda kurtkę założyłam dopiero w Krakowie, ale sam fakt jej targania był uciążliwy. A pogoda była wyśmienita, ludzie, których mijaliśmy (a była ich dosłownie garstka!) paradowała w krótkich spodenkach, o których marzyliśmy już po paru krokach.

Trasa na Rusinową jest banalnie łatwa. Z Wierchu Poroniec cały czas idziemy zielonym szlakiem - trwa to około godzinki. Jedynie na początku mamy jedno krótkie podejście. Już po chwili możemy podziwiać pierwsze, piękne widoki. I tym razem droga była przyjemna, choć miejscami ośnieżona, a czasami nawet oblodzona, więc trzeba było uważać. Jednak było to nic w porównaniu z lodem z naszej grudniowej wyprawy!



















I pomyśleć, że dwa miesiące temu tu weszliśmy!!!







Na samej Rusinowej nie brakuje ławeczek i stolików, aby usiąść, odpocząć, zjeść śniadanie. Jest to idealny wybór dla osób, które nie lubią się przemęczać, bądź są początkującymi i chcą napawać się pięknymi widokami. Wraz z nami szła para z maleńkim dzieciątkiem w szarfie a także pani w widocznej ciąży.:) Ba, nawet ja, osoba totalnie bez kondycji, spokojnie dałam radę, także macie wyobrażenie, jak przyjemna i nieskomplikowana jest to trasa. Polecam ją każdemu!








Na Rusinową wybieramy się jeszcze w sierpniu. Z ogromną i nieskrywaną przyjemnością zobaczę ją również spowitą w zieleni.:)






 Uśmieszek od mojego P. dla Was :)









Droga do raju!


Rusinowa była naszą pierwszą, planowaną na ten dzień trasą. Zaraz po niej ruszyliśmy na podbój krokusów w Chochołowskiej, o czym już następnym razem :)