poniedziałek, 23 maja 2016

#26. RÓŻANE MASEŁKO DO CIAŁA - BARWY HARMONII

Cześć i czołem!
Wiosna w pełni – na zewnątrz temperatury przekraczają dwadzieścia stopni, jeszcze o 20 wieczorem jest jasno a przyjemna aura napawa dobrym samopoczuciem. Nie chcąc zaburzać tegoż porządku przychodzę do Was z recenzją iście wiosennego produktu – różowiutkiego masła do ciała o obłędnym zapachu róży.
Produkt, o którym mowa, mam obecnie w dwóch wersjach opakowaniowych, co możecie zobaczyć po samych zdjęciach – różnią się one wagą jak i szatą graficzną. W obu przypadkach jest to jednak to samo masło różane do ciała od BARWY. Pochodzi on z serii Barwy Harmonii, poza nim mamy jeszcze do wyboru wariant oliwkowy, którego nie udało mi się dostać.
Masełko ma uroczy, różowy kolor. Po otwarciu pojemniczka i zdjęciu zabezpieczenia, poza kolorem, do naszych nozdrzy natychmiast wdziera się dość mocny, różany zapach. Przyznaję, że na początku bardzo mi on przeszkadzał, jednak z czasem przywykłam. Warto wspomnieć, że nie przepadam za różanymi perfumami, świeczkami czy innymi produktami, gdyż są one dla mnie mdlące, jednak w tym przypadku zapach, mimo że jest intensywny, nie drażni aż tak bardzo. Bardzo ważne jest, że nie wydaje się ani perfumowany ani jakiś bardzo sztuczny.
Konsystencja jest bardzo gęsta, zbita, w porównaniu chociażby z masełkami tutti frutti, czy innymi, z którymi miałam do czynienia, jednak nie ma problemu z nakładaniem produktu. Rozprowadza się on bardzo łatwo i równomiernie. Jest trochę tłustawy, przez co lepiej to robić wieczorem, przed spaniem, mimo że nie wchłania się on jakoś długo.
Z działania produktu jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona. Pięknie nawilża, skóra po jego zastosowaniu jest miękka i przyjemna w dotyku. Zapach staje się dużo delikatniejszy i subtelniejszy. Jest to więc idealny produkt dla moich wiecznie suchych nóg!

Nie mogę także nie wspomnieć o opakowaniach – moim zdaniem oba się śliczne i bardzo kobiece. Uroczo zdobią półkę w łazience. Naprawdę polecam!


wtorek, 10 maja 2016

#25. 3 KROKI DO IDEALNIE OCZYSZCZONEJ SKÓRY TWARZY - ZIAJA LIŚCIE MANUKA

Cześć!
Dziś przychodzę do Was z recenzją trzech produktów, które już od pierwszego użycia stały się moimi must have w walce o oczyszczoną i nawilżoną cerę. Piszę o tym jako osoba, która od zawsze próbowała poradzić sobie z przesuszoną skórą na czole oraz policzkach a także nieprzyjemnym uczuciem ściągnięcia.



Moim wybawieniem okazała się Ziaja i seria liście manuka. Produkty, których używam od około sześciu miesięcy to pasta do głębokiego oczyszczania, żel z peelingiem oraz tonik – dokładnie w takiej kolejności. Idealnym dopełnieniem całego rytuału jest jeszcze krem mocno nawilżający z Dermedic – Hydrain 2, jednak o nim napiszę innym razem.
Wracając do Ziaji… Kilka słów o:


·         Paście do głębokiego oczyszczania. Ma ona fakturę gęstego, zbitego, drobnoziarnistego peelingu. Bardzo przyjemnie masuje i oczyszcza twarz. Co było dla mnie ważne – nie drapie, nie podrażnia. Nakładam ją okrężnymi ruchami kilka chwil po wejściu do wanny, kiedy buzię mam już ciepłą od wody. Spłukuję ciepłą wodą.


·         Żelu z peelingiem. Jest bardzo delikatny, oczywiście o konsystencji chlupowanego żelu. Drobinki są bardzo delikatne, wprost idealnie uzupełniają pastę. Tutaj także, nakładam okrężnymi ruchami a następnie spłukuję.


·         Toniku zwężającym pory. Używam go po wyjściu z wanny oraz przebudzeniu. Ma on na celu wyrównać PH skóry oraz przygotować ją do nałożenia kremu – na noc, silnie nawilżającego, tłustszego, na dzień – lekkiego, mającego charakter bazy pod makijaż. Pozostawia przyjemne uczucie czystości.


W Ziajkowej serii liście manuka  znajdziecie dużo więcej produktów. Sama, poza trzema przedstawionymi, mam jeszcze jeden, żel do mycia twarzy bez peelingu. Myślę, że nawet najbardziej wybredne miłośniczki gładkiej buzi znajdą w niej coś, co je zadowoli w stu procentach. Jeśli o mnie chodzi, to właśnie ta seria dała mi podwaliny, dzięki którym wygrałam  kilkuletni bój o odpowiednio nawilżoną cerę – musiałam po prostu zacząć od jej odpowiedniego oczyszczenia.

Naprawdę, szczerze polecam produkty z serii liście manuka!



czwartek, 5 maja 2016

#24. POCOLORUJ SWÓJ ŚWIAT - NAJPIĘKNIEJSZE LAKIERY DO PAZNOKCI


Hej ho!
Witam serdecznie po weekendzie majowym! Wypoczęci? Baterie naładowane? U mnie zdecydowanie tak!
Dziś przychodzę do Was z krótką recenzją najpiękniejszych lakierów, z jakimi miałam do tej pory do czynienia. Od razu zaznaczę, że trzech z nich już nie posiadam – powędrowały dalej zachwycać i oczarowywać (a przynajmniej mam taką nadzieję!).


Nie pamiętam, jak trafiłam na firmę colorowo, zapewne był to czysty przypadek. Przypadek, który sprawił, że moje oczekiwania co do lakierów znacznie wzrosły. Swoje pierwsze cztery sztuki, które dziś zaprezentuje, zakupiłam na świątecznej promocji z dwa-trzy lata temu.


Pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne, lakiery dobrze kryją – dwie warstwy są wystarczające, i nie odpryskują tak szybko, choć warto zaznaczyć, że lubią ścierać się na końcach. Gdy je kupowałam, to odcień różu i zieleni (o w bombkę! i do jasnej choinki!) były dostępne od niedawna, natomiast granatowy i pomarańcz (gdański blues i złota nitka) były starszymi kolekcjami (swoją drogą - ubóstwiam je za same nazwy!). I powiem wam, że na tej podstawie stwierdzam ogromny progres firmy – różnice było znać gołym okiem, choć i tak w porównaniu do wielu innych lakierów, z którymi miałam do czynienia, stwierdzam, że także te starsze były naprawdę bardzo dobre! Zresztą, nadal są.


Ładne krycie i przyzwoity czas utrzymywania się na paznokciach to i tak nic. Dla mnie prawdziwą wisienką na torcie były same kolory! No sami przyznajcie, czy nie są one piękne? Takie głębokie, mocno napigmentowane, obłędne holo… A do tego takie gładziutkie… Prawdę powiedziawszy, tylko na granat musiałam nakładać bezbarwny lakier, bo trochę matowiał i przestawał imitować rozgwieżdżone niebo – choć mimo to, jest to zdecydowanie mój ulubiony kolor. Teraz wystarczy top i mieni się jak gwiazdy nocą… I to właśnie ten kolor u mnie został – nie potrafiłabym się z nim pożegnać! Używam go do tej pory, mimo, iż ma już kilka lat, nie stwardniał, nie robią się grudy… Zupełnie jak nówka sztuka – to chyba wystarczająco przekonuje?



Ostatnio staram się upolować promocje w sklepie colorowo – za każdym razem, gdy tam wchodzę, to nie wiem, gdzie mam oczy podziać. Wybór jest ogromny! Do tego firma idzie z duchem czasu – znajdziemy tam specjalnie lakiery do stempli oraz odcienie mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Choć, muszę przyznać, że niektóre ceny potrafią zwalić z nóg… No ale cóż, tak to właśnie jest – za jakość trzeba płacić. Ja z czystym sercem polecam lakiery colorowo. Mam nadzieję, że niebawem mój lakierowy arsenał wzbogaci się o kilka nowych sztuk z tej właśnie firmy…