sobota, 27 stycznia 2018

#42. GÓRY ZIMĄ - DOLINA STRĄŻYSKA, CZERWONA PRZEŁĘCZ, DOLINA BIAŁEGO ORAZ DOLINA BIAŁKI.




Hej :)
Dziś przychodzę do Was z kolejną fotorelacją – tym razem z dwóch „zimowych wyjazdów” w góry. Pierwszy z nich miał miejsce na początku grudnia 2017 – za cel obraliśmy sobie Dolinę Strążyska -> Czerwoną Przełęcz -> Dolinę Białego a ponadto z zahaczeniem o Wodospad Siklawicę i Sarnią Skałę. I tutaj wszystko się udało, choć warunki były nie do końca sprzyjające.










Pogoda była piękna, słoneczna, na szlaku widać było zarówno wiosnę, jesień jak i zimę. Jedynym olbrzymim minusem był fakt, że wybraliśmy się akurat wraz ze spadkiem temperatur poniżej zera co skutkowało tym, że niemal cały szlak był bardzo oblodzony. Generalnie trasa nie jest ciężka (i piszę to ja – osoba z kilkunastoma kilogramami za dużo i chorymi kolanami) – spokojnie można ją przejść jednym tempem bez wywieszonego jęzora, jednak wszechobecny lód skutecznie utrudniał zarówno wchodzenie (choć to jeszcze spokojnie dało się przeżyć) jak i – o zgrozo – schodzenie, które w moim wykonaniu zakrawało w niektórych momentach o komedię (bez zjazdu na dupie się nie obeszło :D). Ale tak czy siak, warto było - w miarę prosta trasa a widoki bajeczne!!!










































 Do Doliny Strążyska, Wodospadu i na Sarnią Skałę na pewno wybiorę się jeszcze latem. Ach – i tu ciekawostka – dopiero jak dotarliśmy na rozwidlenie pomiędzy Czerwoną Przełęczą a przedłużeniem Doliny Strążyskiej do Wodospadu Siklawica dotarło do mnie, że byłam w tym miejscu na wycieczce szkolnej w LO. – 1 października 2009 roku – jako miłą pamiątkę wrzucam kilka koszmarnych zdjęć z tamtego okresu poniżej :D (PS: nigdy więcej nie powiem, że nie widzę u siebie progresu jeśli chodzi o fotografię ;)).




Drugą… „wycieczką” docelowo miała być Rusinowa Polana z rodziną chłopaka – bratem, jego żoną i dwójką córeczek (4.5 i 1.5 latek). No cóż… Cała wyprawa (20.01.2018) skończyła się prawie pięciogodzinna drogą do Zakopanego, wyjściem na drogę do Morskiego Oka, dojściem do Doliny Białki i to na tyle, bo było już mega późno a tak długa podróż dała się każdemu we znaki. Głównie chodziło o to, żeby pokazać dziewczynkom prawdziwą zimę, wzięliśmy nawet sanki i jabuszko aby mogły poszaleć. I generalnie było super, dziewczyny były zachwycone, sanki były w użytku cały czas, do tego mój P. wykombinował jabuszko-pojazd, do mnóstwo śniegu, ładne widoki no ale niestety – ani za dużo się nie nachodziliśmy ani nie naoglądaliśmy. Zahaczyliśmy też oczywiście o Krupówki, gdzie zjedliśmy obiad.




















Pomijam już fakt, że w drodze do Zakopanego dzięki zaproponowanemu przez GPS’a skrótowi samochód niemal nie wypadł z drogi (zbyt stromy i oblodzony podjazd) a w trasie powrotnej kilkanaście samochodów przed nami miejsce miał tragiczny wypadek.
No… A najlepsze na koniec… Przez całą noc z soboty na niedzielę padał śnieg i następnego dnia cały Kraków był bajecznie biały… ;) Także, w niedzielę również dziewczyny (jak i dorośli!) wybawili się w śniegu, zjeżdżali na sankach, lepili bałwana i tarzali się w białym puchu, haha.



Tak czy siak, Rusinowa Polana jest naszym kolejnym celem, który mamy zamiar zrealizować jeszcze tej zimy. Trzymajcie kciuki, że tym razem dojedziemy na czas!