wtorek, 21 czerwca 2016

#28. ZA CO KOCHAM LATO?


 Dzień dobry!
Witam Was serdecznie pierwszego dnia astronomicznego lata! Kalendarzowe zawita do nas już jutro, chociaż nie wiem jak Wy – ja czuję lato już od conajmniej kilku dni.
Lato to czas niezwykły. Czas swobody, wolności, szaleństw... Czas, który chyba większości kojarzy się z wakacjami lub urlopem, mnie dodatkowo z błękitnym niebiem, zieloną trawą, złotym piaskiem i lazurowym oceanem... Oj, tak, rozmarzyłam się. A zważywszy na fakt, że nie byłam na wakacjach od trzech lat, to i mam o czym marzyć!

Ale, wracając do meritum sprawy, dziś chciałam Wam napisać, za co kocham lato (bo kocham bezsprzecznie i miłością nieograniczoną!). Zapraszam do czytania!


Lato kocham przede wszystkim za to poczucie beztroski oraz wszechobecnej motywacji. A to wszystko za sprawą słonecznej pogody oraz dłuższego dnia, który daje nam niezłego kopa. To naturalne, że w tym okresie czujemy się bardziej wypoczęci i pełni energii. Gdy wstajemy, jest już jasno, gdy kładziemy się spać (hipotetycznie) dopiero się ściemnia. To idealny czas na wykorzystanie go w pełni!



Kocham lato za możliwość organizacji grilla lub pikniku pod chmurką. Przepyszne jedzenie, wyborne towarzystwo i mnóstwo dobrej zabawy – czegoż chcieć więcej? A wiecie, że swój pierwszy piknik mam już za sobą?


Jeśli już jesteśmy przy jedzeniu... Lody to moja miłość przeogromna i nieograniczona. Mogłabym je jeść, jeść i jeść, oczywiście naprzemian z pizzą. Choć spożywanie ich w upalne dni w teorii nie jest zbyt zdrowe... Nie, nie mogę im się oprzeć!



Idąc dalej tym tropem nie można nie wspomnieć o owocach i warzywach sezonowych. To idealny czas na zgromadzenie prawdziwych bomb witaminowych! Koniec z zakupami w supermarketach – na pobliski plac marsz i proszę zaopatrzyć się w słodziutkie truskawki, czereśnie, gruszki, maliny, borówki, poziomki, soczystego arbuza, kwaśne porzeczki... Ponadto, czas na bób! Możemy również zaopatrzyć się w świeże warzywa – szpinak, szparagi, sałatę, paprykę, rabarbar, pomidory... Mniam.


A żeby nie było, że ja tylko o jedzeniu... Podczas gdy zima to czas łyżw, w lato na rower, rolki, hulajnogę (...) marsz! Długie i ciepłe dni wręcz zachęcają do wycieczek bądź spacerów. Zostawmy samochody, wzgardźmy autobusami i tramwajami i przesiądźmy się na rower! Nie tylko zaoszczędzimy pieniądze, ale także wzmocnimy naszą kondycję.


Wiosna to idealny czas na zmiany, lato – na to, by te zmiany utrzymać. Po takiej dawce pozytywnrego kopa, za którym kryją się słońce, pogoda, dłuższy dzień, przepyszne warzywa i owoce, możliwość spędzenia dnia na zewnątrz, zbrodnią byłoby nie kontynuować tego, co zaczęliśmy kilka miesięcy wcześniej. To okres, kiedy nam się naprawdę chce, kiedy ładujemy baterie i możemy wszystko. Wykorzystajmy to!









Grafiki z:

https://pl.pinterest.com/

wtorek, 7 czerwca 2016

#27. BLUE BLUSH - RECENZJA TANGLE TEEZER, SALON ELITE



 Dzień dobry, witam serdecznie w czerwcu – miesiącu pachnącym wakacjami (oraz egzaminami!). Nie wiem jak Wy, ale ja się cieszę, że maj mam już za sobą.

Dziś przychodzę do Was z recenzją produktu, w którym zakochałam się bez pamięci. Jakiś czas temu koty zniszczyły mi szczotkę do włosów (nie pytajcie), a ponieważ ostatnio coraz bardziej świadomie o nie dbam (akurat w tym przypadku chodzi mi o włosy), postanowiłam się rozejrzeć za czymś, co pomoże mi w ich pielęgnacji. Chyba nikogo nie zdziwi, że pod lupę wzięłam słynną firmę Tangle Teezer. Na początku zastanawiałam się pomiędzy wersjami Original a Salon Elite. Naczytałam się mnóstwo opinii, recenzji i porównań, które tak bardzo namieszały mi w głowie, że postanowiłam kierować się po prostu zdrowym rozsądkiem – jako, że moje włosy bardzo się puszczą i, delikatnie rzecz ujmując, jest ich mnóstwo ostatecznie zdecydowałam się na Salon Elite w ślicznym, błękitnym kolorze. Bardziej przemawiał do mnie jej bananowy kształt oraz większa powierzchnia igiełek. Poza wyżej wspomnianymi do wyboru jest więcej wersji słynnej szczotki – idealna do torebki Compact, czy na basen (lub, do rozprowadzania odżywki) Aqua Splash, w którą mam zamiar się zaopatrzyć w niedalekiej przyszłości. A to i tak nie wszystko.


 A wracając do mojej Salon Elite w ślicznych kolorach o wdzięcznej nazwie Blue Blush – jestem nią absolutnie oczarowana. Górę ma matową, dzięki czemu nie widać zarysowań. Od strony igiełek jest w kolorze mocnego, jaskrawego różu.
  • Po pierwsze – posiadam ją około dwóch miesięcy – do tej pory ani raz się nie zdarzyło, abym miała problem z rozczesaniem włosów. A wierzcie mi – do tej pory bywało bardzo różnie.

  • Po drugie – rewelacyjnie masuje. Naprawdę. Na którymś z blogów przeczytałam, że to żadna nowość, bo przecież „wszystkie szczotki gwarantują masaż głowy”. No cóż, może problem tkwi w szczotkach, które używałam do tej pory – każda z nich umywa się pod tym względem do mojej Salon Elite. Przy jej używaniu masaż głowy jest tak przyjemny, że nie odmówili mu ani rodzice, ani chłopak, ani teściowie... Naprawdę. Mogę siedzieć i smyrać się nią po głowie – nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło! Jednym słowem: rewelacja!

  • Po trzeciekształt, którego z początku obawiałam się najbardziej. Jest to jedyny powód, dla którego tyle wstrzymywałam się przez zakupem jakiejkolwiek Tangle Teezer – ich kształt po prostu do mnie nie przemawiał. No bo jak to tak, bez rączki (pomijając wersję Angel)?! Moje obawy zniknęły wraz z pierwszym użyciem. Nie wiem jak w innych wersjach, ale Salon Elite naprawdę dobrze leży w ręce. Do tej pory wypadła mi może raz, lecz i tak uważam, że to przez moją wrodzoną ślamazarność niż jej kształt. 

Ciężko jest mi się wypowiadać co do poprawy kondycji moich włosów za sprawą szczotki. Jak wspomniałam na początku, od jakiegoś czasu bardziej świadomie podchodzę do ich pielęgnacji, nakładam oleje, maski, nie targam, nie szarpię... Widzę poprawę, jednak nie zaryzykuję stwierdzeniem, że to właśnie dzięki odpowiedniemu czesaniu. Na pewno jednak muszę powiedzieć, że po rozczesaniu włosy są naprawdę miłe w dotyku, niesplątane, trochę mniej się także puszą, a przede wszystkim zbieram ich dużo mniej ze szczotki po czesaniu (a dodatkowo: nie potrzebuję do tego grzebienia, gdyż bardzo łatwo się ją czyści). 


Jeśli chodzi o wady szczotki, doszukałam się na razie jednej – problem z wyjazdami – odradzam wrzucanie jej luzem do torby czy plecaka, gdyż mogą pognieść się igiełki – w moim przypadku na szczęście spotkało to do tej pory tylko jedną, jednak mimo to warto ją zabezpieczyć , a w domu nie upychać po szufladach. Mimo wszystko, jest to dość elastyczny plastik.



Tak czy siak, podsumowując: ja w swojej Blue Blush jestem absolutnie zakochana i nie wyobrażam sobie wrócić do zwykłych szczotek. Z rozczesywaniem nie mam żadnych problemów, a masaż głowy, który nam oferuje sprawia, że się rozpływam, dlatego szczerze mogę Wam polecić wersję Salon Elite.




PS: Coś mi się podziało z blogiem i nie zapisują się style, tj. czcionka, odstępy między wierszami, wyjustowanie... Działam w kierunku naprawienia tego. :(