piątek, 30 marca 2018

#47. MAKEUP REVOLUTION SURPRISE EGG - GOLD.



Cześć i czołem :)
Dziś zapraszam na krótką recenzję nowej, jajkowej paletki od Makeup Revolution – Surprise Egg w wersji Gold.

Paletka jest o tyle nietypowa, że mieści się… w jajku :) Dostępna jest w sześciu wariantach kolorystycznych: Gold, Unicorn, Dragon, Rose Gold, Angel i Mermaid (choć z dostępnoscią niektórych jest w Polsce problem).
Ja zdecydowałam się na najklasyczniejszą wersję z brązami – GOLD. Co prawda, kusiły mnie jeszcze niebieskości oraz czerwienie, no ale nie można mieć wszystkiego.
Moja wersja paletki mieści się w złotym jajku. W środku mamy pięć cieni – trzy maty oraz dwa błyszczące a ponadto dwa rozświetlacze – w kolorze miękkiego, brązowego złota oraz… kurkumy! Co jak co, ale ten mocny, złoty rozświetlacz robi robotę ;)


Największą zaletą paletki jest dla mnie jej kompaktowość – ot, można ją wrzucić do torebki i korzystać w razie kryzysowych sytuacji. Jest nieduża ale poręczna. Ciebie dobrze się nakłada, mają delikatnie kremową konsystencję (choć nie tak, jak Sleek), nie osypują się i są zadowalająco napigmentowane. Dobrze się blendują.

Pozdrawia rozczochrana :-)

W paletce znajdziemy trzy brązowe maty – trochę brakuje beżu, ale i bez niego można wyczarować fajny, codzienny makijaż. Dzięki dwóm cieniom błyszczącym w kolorze jaśniejszego i ciemniejszego brązu z domieszką złota makijaż dzienny możemy zamienić w wieczorowy.
Rozświetlacze dają fajny efekt. Są w ciepłej tonacji, nadają przyjemnego blasku. Mam jeszcze zamiar wykorzystać kurkumę (to piękne, mocne złoto) do makijażu oczu. Jest naprawdę piękna.
Największym minusem paletki jest jej zapach po otwarciu – śmierdzi tanią chińszczyzną. Poza tym, szczerze polecam :)

Cena to ok. 20-25 PLN/op. Zamówiona w niezawodnej Drogerii Pigment.


Korzystając z okazji chcę życzyć wszystkim zdrowych, radosnych i pełnych ciepła świąt!




niedziela, 25 marca 2018

#46. NIEBIESKA MASKA CZYSTA GLINKA OD L'OREAL




Hola w ten piękny, wiosenny dzień!
Dziś przyszłam do Was z krótką opinią odnośnie maski niebieskiej glinki od L’Oreal Paris z serii Skin Perfect Czysta Glinka.
Do tej pory kupowałam glinkę w proszku z your natural side – dodawałam ją do kąpieli bądź mieszałam z ulubionym olejem (głównie z awokado bądź kokosowym) i nakładałam na twarz w formie maseczki. Jednak po przeczytaniu kilku dobrych recenzji odnośnie linii Czysta Glinka (a także skuszona promocją w Super Pharm) postanowiłam spróbować „gotowca”.


Wybrałam niebieską glinkę przeciw niedoskonałością – tą, która powinna redukować zaskórniki i zwężać pory. W jej składzie znajdziemy trzy glinki: kaolin (duża zawartość krzemianów, dobrze absorbuje nadmiar sebum i zanieczyszczenia), montrylonit (bogata w minerały) i ghassoul (rozjaśniająca skórę) oraz algi morskie (redukujące zaskórniki).


Glinkę nakładam na ok. 15 minut dwa razy w tygodniu. Już po pierwszym użyciu byłam mile zaskoczona – po zmyciu maski moja buzia była przyjemnie miękka, bez męczącego mnie uczucia ściągnięcia i suchości. Nie musiałam nakładać kremu, co u mnie jest nie lada wyczynem.
Glinka pachnie neutralnie, niedrażniąco. Jest odpowiednio gęsta, dzięki czemu łatwo się ją nakłada – nie spływa z twarzy. W trakcie jej noszenia nic mnie nie szczypie ani nie podrażnia (a dzieje się tak często, gdy używam gotowych masek). Zmywa się równie bezproblemowo. Co prawda nie zauważyłam widocznej poprawy w walce z zaskórnikami, ale po jej stosowaniu buzia staje się gładsza, nawilżona i przyjemnie miękka. Jest fajną alternatywą dla czystych glinek (chociażby tych z your natural side), choć ja osobiście z nich nie zrezygnuje – chociażby ze względu na możliwość dodawania ich do kąpieli i możliwości mieszania z ulubionymi olejami. Jednak po glinki z L’Oreala sięgnę zapewne jeszcze nie raz, bo są naprawdę fajne i dają mi to uwielbiane poczucie świeżości bez równoczesnego wysuszenia i uczucia ściągnięcia.


Maski z glinką z L’Oreala kosztują ok. 35-40 PLN za opakowanie, które starcza na 10 użyć. Mi udało się je kupić na promocji w Super Pharm za 25 PLN. Polecam serdecznie :)

piątek, 16 marca 2018

#45. SERDUSZKA OD MAKEUP REVOLUTION - UNICORNS HEART I GODDESS OF LOVE



Hej,
Dziś chciałam Wam krótko opowiedzieć o dwóch serduszkowych rozświetlaczach od Makeup Revolution, które niedawno wpadły w moje łapki.
Na samym wstępnie zaznaczę, że nie jestem fanką strobingu oraz nadmiernego świecenia się. Rozświetlaczy używam w niewielkich ilościach, wcześniej do pełnego konturowania, teraz głównie tylko muskam nimi kości policzkowe. I to mi zdecydowanie wystarczy.


Jeśli zaś chodzi o serduszka, już dawno temu skradły one moje serce samym swoim wyglądem (ech, te kobiety!), jednak ze względu na początkową niechęć do robienia z twarzy błyskotkę trzymałam się od nich możliwie jak najdalej. Parę miesięcy temu jednak za sprawą paletki do konturowania (notabene, także z MUR) przekonałam się do rozświetlaczy na tyle, by w ostatniej promocji Superpharm zakupić dwie sztuki.


Padło na Unicorns Heart i Goddess od Love.

Pierwszy z nich, tęczowy Unicorns Heart daje mocny a przede wszystkim – chłodny, perłowy odcień. Nie używam kolorów osobno, mieszam je wszystkie na pędzlu. Mimo to, błysk jaki pojawa się na skórze najbardziej wpada w odnień niebieskiego. Jest naprawdę fajnym wykończeniem makijażu, jednak ponieważ daje mocny i chłodny błysk z pewnością nie sprawdzi się u miłośniczek ciepłych kolorów.


Drugi z rozświetlaczy dobrze nadaje się do jasnej cery. Jest złotawy z delikatną domieszką brzoskwini i rewelacyjnie napigmentowany. Zapewnia gładką taflę koloru i błysku. Nie nakładajcie go zbyt dużo – nawet niewielka ilość wystarczy, by dodać blasku naszej buzi ;) Nie ma w nim drobinek czy brokatu, jest idealnie zmielony, dzięki czemu, przy stonowanym użytkowaniu nadaje naprawdę śliczny efekt.


Oba serduszka są wypiekane i bardzo wydaje. No i przede wszystkim – ich opakowania są tak urocze i słodkie, że przepięknie prezentują się na półce. Nawet początkujący nie zrobią sobie nimi krzywdy (oczywiście, o ile nie nałożą ich jak szpachla), dlatego bardzo polecam zarówno im jak i bardziej zaawansowanym miłośniczkom makijażu.