wtorek, 25 października 2016

#36. MATOWA KREDKA DO UST OD GOLDEN ROSE.

Cześć!
Jesień rozgościła się u nas na dobre. Dziś podobno miał być ostatni z ciepłych dni, a od jutra znowu ma wrócić chłód.  
Ale my się jesieni i zimna nie boimy! Uzbrojona w koc, mruczącego Diabła, ukochaną muzykę i ciepłą herbatkę przychodzę do was z recenzją jedynego kolorowego kosmetyku do ust, którego aktualnie używam – choć i tak sporadycznie.
Post miał wziąć udział w akcji u Pasje Karoliny [link do akcji], jednak nie wyrobiłam się czasowo, dlatego wrzucam go teraz.


Jeśli chodzi makijaż ust wykonywany przeze mnie, w głównej mierze, jeśli już jakiś jest, opiera się on na balsamach pielęgnujących. Czasami jednak zdarzy mi się zaszaleć i wtedy maluję się kredką od Golden Rose – Matte Lipstick Crayon w ciepłym odcieniu nr 13.


Kredka daje przepiękny efekt matu na ustach, a ponadto jest dostępna w wielu kolorach. Nie utrzymuje się jakoś szalenie długo, a resztki jakie po niej pozostają lepiej zmyć chusteczką, zanim ponownie się pomaluję, jednak i tak jestem z niej bardzo zadowolona. Zapłaciłam za nią mniej niż 10 złotych. Największym jej minusem jest jednak to, że trzeba ją strugać. Uch, uważam, że nie ma nic gorszego niż kredki do ust, czy oczu, które nie są automatyczne. No, ale jak to mówią, nie można mieć wszystkiego, prawda?


Jeśli zależy Wam na przyzwoitej kredce o ładnym, matowym wykończeniu, która ponadto nie narazi Was na bankructwo, to szczerze polecam te od Golden Rose.

niedziela, 25 września 2016

#35. PORE BUBBLE OD SKIN79 - MASUJĄCA MASECZKA W PŁACIE

Cześć!
Dziś przychodzę do Was z krótką recenzją maseczki Pore Bubble Cleansing Mask z firmy Skin79. Niewątpliwie, jest to maseczka, która zaciekawiła całą blogosferę.


Swoją kupiłam za 16,99 PLN w drogerii Pigment, która mieści się na ul. Długiej w Krakowie. Swoją drogą, muszę to napisać – jest to najlepsza drogeria stacjonarna, z jaką do tej pory miałam do czynienia, dlatego jeśli będziecie w okolicy – koniecznie wstąpcie i przekonajcie się sami.

Wracając do recenzjonowanego produktu  – jest to koreańska maseczka w płacie. Jak zapewnia nas producent, jest to pierwszy tego typu kosmetyk, który dodatkowo zapewnia nam efekt masażu. Poza tym, po jej zastosowaniu możemy się spodziewać silnej regeneracji, wytworzenia nowych włókien kolagenowych, poprawy gęstości i elastyczności skóry. Całkiem sporo, prawda?


Jak używać Pore Bubble?
  • Na początku należy dokładnie umyć i stonizować twarz.
  • Maseczkę rozmasować przez opakowanie, aby składniki aktywne dokładnie się rozprowadziły.
  • Rozłożyć maseczkę na suchej skórze twarzy, dopasowując ją do oczu i ust.
  • Zdjąć po 10 minutach.
  • Ponownie umyć i stonizować twarz.
Kilka słów ode mnie:
Maseczka nakłada się bezproblemowo i całkiem dobrze pasuje do kształtu buzi. Jedyną przeszkodę napotkałam wyjmując ją z opakowania i rozkładając - była delikatnie sklejona. Uczucie masażu jest bardzo delikatne, coś jak pocałunek motyla. Niemniej jednak, jest to bardzo przyjemne. Sama w sobie maseczka jest czarna, jednak na buzi, przez pianę, robi się biała – wygląda troszkę jak taki biały meszek. Ważne jest to, że piana nie opada (choć czytałam, że jedna blogerka trzymała ją zdecydowanie za długo, przez robienie zdjęć i piana zaczęła dostawać się jej do oczu i ust, u mnie coś takiego nie miało miejsca). Pachnie bardzo subtelnie, troszkę kwiatowo. Po jej zdjęciu moja buzia była bardzo miękka, nie odczuwałam męczącego mnie uczucia ściągnięcia (nałożyłam ją po kąpieli), ba, obeszło się nawet bez kremu nawilżającego. Twarz była aksamitna w dotyku. Po późniejszym nałożeniu makijażu nie zauważyłam nigdzie suchych miejsc. Jak na jednorazową próbę jestem bardzo zadowolona z efektów i z pewnością, gdy kolejnym razem będę w okolicy Pigmentu, wstąpię po kilka sztuk.



A Wy? Miałyście okazję przetestować maseczkę w płacie Pore Bubble?

#35. PORE BUBBLE OD SKIN79 - MASUJĄCA MASECZKA W PŁACIE

Cześć!
Dziś przychodzę do Was z krótką recenzją maseczki Pore Bubble Cleansing Mask z firmy Skin79. Niewątpliwie, jest to maseczka, która zaciekawiła całą blogosferę.


Swoją kupiłam za 16,99 PLN w drogerii Pigment, która mieści się na ul. Długiej w Krakowie. Swoją drogą, muszę to napisać – jest to najlepsza drogeria stacjonarna, z jaką do tej pory miałam do czynienia, dlatego jeśli będziecie w okolicy – koniecznie wstąpcie i przekonajcie się sami.

Wracając do recenzjonowanego produktu  – jest to koreańska maseczka w płacie. Jak zapewnia nas producent, jest to pierwszy tego typu kosmetyk, który dodatkowo zapewnia nam efekt masażu. Poza tym, po jej zastosowaniu możemy się spodziewać silnej regeneracji, wytworzenia nowych włókien kolagenowych, poprawy gęstości i elastyczności skóry. Całkiem sporo, prawda?


Jak używać Pore Bubble?
  • Na początku należy dokładnie umyć i stonizować twarz.
  • Maseczkę rozmasować przez opakowanie, aby składniki aktywne dokładnie się rozprowadziły.
  • Rozłożyć maseczkę na suchej skórze twarzy, dopasowując ją do oczu i ust.
  • Zdjąć po 10 minutach.
  • Ponownie umyć i stonizować twarz.
Kilka słów ode mnie:
Maseczka nakłada się bezproblemowo i całkiem dobrze pasuje do kształtu buzi. Jedyną przeszkodę napotkałam wyjmując ją z opakowania i rozkładając - była delikatnie sklejona. Uczucie masażu jest bardzo delikatne, coś jak pocałunek motyla. Niemniej jednak, jest to bardzo przyjemne. Sama w sobie maseczka jest czarna, jednak na buzi, przez pianę, robi się biała – wygląda troszkę jak taki biały meszek. Ważne jest to, że piana nie opada (choć czytałam, że jedna blogerka trzymała ją zdecydowanie za długo, przez robienie zdjęć i piana zaczęła dostawać się jej do oczu i ust, u mnie coś takiego nie miało miejsca). Pachnie bardzo subtelnie, troszkę kwiatowo. Po jej zdjęciu moja buzia była bardzo miękka, nie odczuwałam męczącego mnie uczucia ściągnięcia (nałożyłam ją po kąpieli), ba, obeszło się nawet bez kremu nawilżającego. Twarz była aksamitna w dotyku. Po późniejszym nałożeniu makijażu nie zauważyłam nigdzie suchych miejsc. Jak na jednorazową próbę jestem bardzo zadowolona z efektów i z pewnością, gdy kolejnym razem będę w okolicy Pigmentu, wstąpię po kilka sztuk.



A Wy? Miałyście okazję przetestować maseczkę w płacie Pore Bubble?

#35. PORE BUBBLE OD SKIN79 - MASUJĄCA MASECZKA W PŁACIE

Cześć!
Dziś przychodzę do Was z krótką recenzją maseczki Pore Bubble Cleansing Mask z firmy Skin79. Niewątpliwie, jest to maseczka, która zaciekawiła całą blogosferę.


Swoją kupiłam za 16,99 PLN w drogerii Pigment, która mieści się na ul. Długiej w Krakowie. Swoją drogą, muszę to napisać – jest to najlepsza drogeria stacjonarna, z jaką do tej pory miałam do czynienia, dlatego jeśli będziecie w okolicy – koniecznie wstąpcie i przekonajcie się sami.

Wracając do recenzjonowanego produktu  – jest to koreańska maseczka w płacie. Jak zapewnia nas producent, jest to pierwszy tego typu kosmetyk, który dodatkowo zapewnia nam efekt masażu. Poza tym, po jej zastosowaniu możemy się spodziewać silnej regeneracji, wytworzenia nowych włókien kolagenowych, poprawy gęstości i elastyczności skóry. Całkiem sporo, prawda?


Jak używać Pore Bubble?
  • Na początku należy dokładnie umyć i stonizować twarz.
  • Maseczkę rozmasować przez opakowanie, aby składniki aktywne dokładnie się rozprowadziły.
  • Rozłożyć maseczkę na suchej skórze twarzy, dopasowując ją do oczu i ust.
  • Zdjąć po 10 minutach.
  • Ponownie umyć i stonizować twarz.
Kilka słów ode mnie:
Maseczka nakłada się bezproblemowo i całkiem dobrze pasuje do kształtu buzi. Jedyną przeszkodę napotkałam wyjmując ją z opakowania i rozkładając - była delikatnie sklejona. Uczucie masażu jest bardzo delikatne, coś jak pocałunek motyla. Niemniej jednak, jest to bardzo przyjemne. Sama w sobie maseczka jest czarna, jednak na buzi, przez pianę, robi się biała – wygląda troszkę jak taki biały meszek. Ważne jest to, że piana nie opada (choć czytałam, że jedna blogerka trzymała ją zdecydowanie za długo, przez robienie zdjęć i piana zaczęła dostawać się jej do oczu i ust, u mnie coś takiego nie miało miejsca). Pachnie bardzo subtelnie, troszkę kwiatowo. Po jej zdjęciu moja buzia była bardzo miękka, nie odczuwałam męczącego mnie uczucia ściągnięcia (nałożyłam ją po kąpieli), ba, obeszło się nawet bez kremu nawilżającego. Twarz była aksamitna w dotyku. Po późniejszym nałożeniu makijażu nie zauważyłam nigdzie suchych miejsc. Jak na jednorazową próbę jestem bardzo zadowolona z efektów i z pewnością, gdy kolejnym razem będę w okolicy Pigmentu, wstąpię po kilka sztuk.



A Wy? Miałyście okazję przetestować maseczkę w płacie Pore Bubble?

poniedziałek, 19 września 2016

#34. SZEŚĆ RZECZY, KTÓRE WARTO ROBIĆ JESIENIĄ.


Dzisiejszy dzień przywitał Kraków deszczem i chłodem – po raz pierwszy od dłuższego czasu, chodząc po mieszkaniu, musiałam założyć skarpetki, by nie marzły mi nogi. Idąc wzdłuż osiedla obserwowałam kolorowe liście oraz spore kasztany. Uwielbiam ten stan, gdy przyroda wokół się zmienia, światło robi się delikatniejsze a dookoła pachnie zbliżającą się jesienią. Można powiedzieć, że dzisiejszy dzień dość gwałtownie przygotowuje nas do tego, co nas czeka – do nadchodzących zmian. Dni stają się krótsze, okolica uwodzi feerią czerwieni, pomarańczu i żółci, znika wszechobecna jeszcze niedawno zieleń.

Jesień.

„Jesień to dobry pretekst do picia herbaty w dobrym towarzystwie”

Zawsze kochałam ten okres, kiedy bez poczucia marnowania czasu mogłam zaszyć się z łóżku z ukochaną książką i kubkiem gorącej herbaty w dłoni, w tle puszczając muzykę. Lubiłam wygrzewać się w gorącej kąpieli, z świeczkami zapachowymi palącymi się dookoła. Fotografować w ciepłym, jesiennym słońcu, wykorzystując to niesamowite przedstawienie przygotowane przez naturę.



„Lubię jesień... Jesień jakby usprawiedliwia depresję, jesienią nie trzeba być młodym, zdrowym, aktywnym jak latem, jesienią można sobie popłakać, jesień to pora ludzi samotnych” /Paweł Pollak/

Jesień jednak kojarzy się przede wszystkim z krótszymi dniami, brakiem słońca, chandrą i smutkiem. Ale czy tak musi być? Czy nie jest tak przypadkiem dlatego, że brak nam pomysłu jak w dobry sposób wykorzystać ten czas?



„Herbata malinowa przypomina mi, że już niedługo jesień, a później zima. Czas, w którym czuję się najbezpieczniej”

Chciałam przedstawić Wam sześć rzeczy, które warto robić właśnie jesienią. Rzeczy, być może dzięki którym jesień przestanie kojarzyć się Wam z melancholią i smutkiem.


1.      Czytaj, oglądaj, słuchaj, graj. Chyba nikogo nie zdziwię stwierdzeniem, że to właśnie długie, jesienne wieczory są najlepszym czasem na nadrobienie zaległości w książkach, filmach czy muzyce. Gdy za oknem szaro, buro i deszczowo nie ma nic lepszego niż dobra książka, czy wciągający film. A może warto zaprosić koleżanki lub zorganizować przegląd filmowy bądź wieczór gier planszowych z ukochaną osobą? Ach, no i w końcu możesz bez poczucia winy oddać się ukochanej grze komputerowej!

„Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam jesień. Za grzane wino, gorącą czekoladę, pachnący cynamonem dom. Za ciepłe koce i zaparowane okna. Za mgłę, która wita mnie rano. Za świeczki, rozpalane nocą” /wyrwanezkontekstu.pl/

2.      Spaceruj. Dużo. Często. Chłodne, rześkie powietrze, kolorowe liście… Zrób sobie wycieczkę do pobliskiego parku, ogrodu, a może w góry? O tej porze roku z pewnością ich widok zaprze Ci dech w piersiach.


3.      Piecz. Piecz ciasta, babeczki, jabłeczniki. Wykorzystaj to, co daje jesień – jabłka, dynie (o dyni pisałam TUTAJ, polecam!). Rozpieszczaj podniebienie swoje i bliskich pysznymi, zdrowymi wypiekami.

„Po prostu jesień: dużo piękna, trochę smutku.
/Jerzy Broszkiewicz/


4.      Zapisz się na siłownię. To idealny moment, aby zacząć regularnie ćwiczyć. Na dworze robi się chłodniej, my stajemy się ospali i leniwi. Ćwiczenia cię pobudzą oraz przygotują na kolejny, letni sezon. Poprawisz swoje samopoczucie a także, zupełnie gratis, kondycję oraz sylwetkę.

5.      Naucz się czegoś nowego. Jesienne wieczory przeznacz na naukę nowej rzeczy – obrabiania zdjęć, języka, może jakiegoś programu? Internet to kopalnia wiedzy, znajdziesz w nim mnóstwo darmowych kursów, instrukcji, pomysłów.


„Patrz, ta jesień jak miłość purpurą rozkrwawia nam wzrok, mam poezję i wino, będziemy się kochać co noc” 
/Piotr Rogucki/

6.      Odpocznij. Tak po prostu, zrób sobie dzień restartu. Za tobą bardzo intensywne miesiące. Pozwól sobie na chwilę lenistwa. Nigdzie się nie śpiesz, pośpij dłużej, po przebudzeniu zjedz pyszne śniadanie, zajmij się sobą. Może małe, domowe SPA?




Cudownej jesieni, moi mili!


/grafiki: tumblr, pinterest/

środa, 14 września 2016

#33. ZDOBIENIA NA PAZNOKCIACH - PODSUMOWANIE ZBIORCZE

Dobry wieczór!

Dziś przychodzę do Was z troszkę innym postem niż dotychczas – jako, że od jakiegoś czasu bawię się w wszelakiego rodzaju zdobienia na paznokciach udało mi się uzbierać całkiem pokaźną kolekcję fotografii moich „prac”. Kilka z nich pojawiło się na blogu wraz z recenzjami lakierów, jednak spora ich część zniknęła w przysłowiowej szufladzie. Pomyślałam, że fajnie będzie, jeśli się je zbierze do kupy (starałam się nie powielać zdjęć, uznałam jednak, że kilka prac powinno znaleźć się na blogu ponownie - chociażby dla porównania) i opublikuje w jednym poście. Zapraszam więc do oglądania!




Zdecydowanie jako pierwsze mani powinno pojawić się to z Color Alike. Jakkolwiek to zabrzmi – było ono pierwszym, które robiłam z myślą o publikacji efektów mojej pracy. Wykonanie pozostawmy jednak może bez komentarza, haha.








Pierwsze próby mieszania ze sobą kolorów – każde z tych mani robiłam nie dawniej, niż półtora roku temu i już stricte z myślą o blogu.










Pierwsze zabawy z naklejkami, szablonami, pyłkiem i pędzelkami. Uch, pojawił się także efekt „im więcej tym lepiej” – widzicie go na drugim i trzecim zdjęciu – było to moje trzecie zdobienie wykonywane za pomocą naklejek i stempelków. Masakra. Pierwszy raz z pyłkiem (praca biało-czerwona) to także totalny niewypał – nałożyłam go zdecydowanie za dużo. Ostatnie zdjęcie natomiast przedstawia jedną z moich ulubionych prac.





No i najświeższe, udokumentowane dzieła – pierwszy mat, pierwszy „gradient” wykonany neonkami safari. Z ostatniego zdobienia byłam bardzo zadowolona, cieszyłam się nim jednak zaledwie trzy dni – zdecydowanie odradzam essie – odpryski pojawiły się już kilka godzin po malowaniu.



Słowem podsumowania – nie wiem, czy idę w dobrym kierunku, jednak muszę zaznaczyć, że zdobienia to dla mnie przede wszystkim dobra zabawa, chwila dla siebie. Jeśli chodzi o technikę to naprawdę dużo mi jeszcze brakuje – widać to w szczególności przy skórkach. Marzą mi się piękne, a przede wszystkim czyste, prace z idealnym wykończeniem – to jasne, jednak, aby dojść do takiego poziomu trzeba ćwiczyć. Być może jeszcze w tym roku przerzucę się na hybrydy – zanim to jednak nastąpi, mam nadzieję, że opracuję sztukę zdobień chociaż do poziomu zadowalającego.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

#32. WROCLOVE - SKYTOWER, OGRÓD JAPOŃSKI, MIASTO.


Cześć i czołem!
Przychodzę do Was z drugą częśćią fotrelacji mojego pobytu w magicznym mieście – Wrocławiu. Nie chcąc się rozdrabniać – tym razem zapraszam Was na zdjęcia ze Sky Tower, fontanny multimedialnej, Ogrodu Japońskiego i miasta. Mam nadzieję, że fotografie przypadną Wam do gustu!



Pierwszym punktem na naszej liście do zwiedzania było Sky Tower. Wybraliśmy się tam także dlatego, że we Wrocławiu byliśmy przed południem, a doba hotelowa zaczynała się po czternastej. Dodatkowo, miejsce naszego noclegu było rzut beretem od Sky Tower, tak więc po niemiłej niespodziance, jaką zafundował nam taksówkarz (niezrzeszony, za 2 km policzył sobie 25 PLN), zostawiliśmy rzeczy w hotelu i ruszyliśmy na podbój wrocławskich niebios.








Polecam Sky Tower każdemu, kto lubi piękne widoki czy panoramę miasta. My byliśmy zakochani w tym, co ukazało się naszym oczom. Mieliśmy także farta – pogoda tego dnia była cudowna, powietrze przejrzyste, dzięki czemu wszystko bez problemu mogłam uwiecznić na fotografiach.





Po Sky Tower wróciliśmy do hotelu, gdzie przydzielono nam pokój a następnie ruszyliśmy na podbój miasta! Wrocławski rynek oczarował mnie całą. Nie mogło również zabraknąć poszukiwania wrocławskich krasnali.





















Po rynku wybraliśmy się na Fontannę Multimedialną. Uważam, że każdy powinien obejrzeć to widowisko – zapiera dech w piersiach! Warto tutaj dodać, że mieliśmy wiele szczęścia, bo od następnego dnia Fontanna była ogrodzona – Wrocław szykował się na Męskie Granie. Ponadto, drugiego dnia pogoda już nas tak nie rozpieszczała. Jednak na wycieczkę do wymarzonego Ogrodu Japońskiego była wprost wspaniała!







Nie będę owijała w bawełnę. Ogród japoński to miejsce, w którym mogłabym siedzieć godzinami. Naprawdę. Gdybym kiedyś miała zamieszkać we Wrocławiu na pewno wyposażyłabym się w całoroczny bilet, zapas dobrych książek czy laptopa z dobrą baterią i przesiadywała tam całymi dniami czytając, pisząc bądź ucząc się. Wiem też jedno – na pewno odwiedzę go jeszcze w porze kwitnienia wiśni.



























Cóż mogę powiedzieć… Wrocław to drugie miasto, zaraz po Poznaniu, które skradło kawał mojego serducha. Jest to także kolejne miejsce, w którym z pewnością chciałabym spędzić dużo więcej czasu – te jego magiczne uliczki, kamienice, wyspy… Po prostu idzie się zakochać! Szczerze polecam każdemu, kto lubi takie klimaty.