sobota, 26 marca 2016

#18. WIOSNA NA PAZNOKCIACH


Cześć!
Korzystając z tego, że święta tuż-tuż chciałam podzielić się z Wami moimi wielkanocnymi paznokciami. Będzie kolorowo i mega wiosennie.


Praktycznie całość wykonałam za pomocą lakierów z Golden Rose z mojej ulubionej serii Color Expert: zieleń to numerek 63, błękit 43, róż 45, żółć 44, fiolet 66. Wszystkie wpadają w delikatne, pastelowe kolory. Kropeczki (także Golden Rose, zwykły, biały lakier numer 242, kupiony sto lat temu) nanosiłam sondą.







Lakiery z tej serii bardzo lubię. Mają szeroki pędzelek, który pozwala nam szybko pokryć płytkę paznokcia. Fioletowy i niebieski mam już ruski rok, pozostałe dokupiłam jakoś w lutym. Poza nimi, mam jeszcze numerek 20 (recenzowany dawno temu, także na wiosnę) oraz nowy – 111. Ale o nim innym razem.






Jeśli chodzi o konsystencję, to wszystkie lakiery miały podobną. Największe trudności napotkałam przy nakładaniu żółci – była ona dość gęsta i „miękka”, przez co już sam pędzelek pozostawiał na niej bruzdy. Na szczęście, standardowe dwie warstwy załatwiły sprawę.


Lakier odprysnął po raz pierwszy po czterech dniach. Piątego byłam zmuszona wszystko zmyć, gdyż jeden paznokieć zaczął mi się rozdwajać i królik trochę się popsuł. Jednak jak na cenę, jakoś jest naprawdę fajna. Warto tutaj wspomnieć, że Color Expert naprawdę super się nakłada a olbrzymia gama kolorów zadowoli nawet najbardziej wybredne gusta. Ja sama o wiele bardziej wolę te lakiery od chociażby Essie czy ORLY.


No cóż, szczerze powiedziawszy, była to moja pierwsza zabawa, jeśli chodzi o coś więcej na paznokciach, niż sam kolor. Po raz pierwszy bawiłam się pędzelkami i ogólnie, bardziej artystycznym malowaniem. Nie ukrywam, że sprawiło mi to mnóstwo frajdy – ba, co więcej – zamówiłam już sobie wodne naklejki oraz stempelki.


A na koniec, pragnę złożyć Wam życzenia – by te święta były pełne spokoju, rodzinnej atmosfery oraz szczęścia spowodowanego z samego obcowania z bliskimi. A w poniedziałek – odpowiedniej ilości wody!

wtorek, 1 marca 2016

#17. LUTY W KADRACH


Cześć!
Witam was serdecznie, popijając kawę i celebrując początek nowego tygodnia oraz żegnając powoli luty. Kolejny miesiąc dobiega końca, postanowiłam więc podzielić się z wami kadrami podsumowującymi ostatnie 29 dni. Jest to pierwszy tego typu post, planuję jednak wrzucać je regularnie. Myślę, że po jakimś czasie fajnie będzie wrócić do takich postów i powspominać. Ponadto, będą to najbardziej luźne wpisy, które pozwolą uporządkować mi wszystko to, co się działo. Czasami będą podzielone kategoriami, czasami opublikuję je w formie zdjęć i przemyśleń. Mam nadzieję, że spodoba się wam taka forma upubliczniania swoich, de facto, wspomnień.
Nie przedłużając, zapraszam do czytania!

SESJA



Początek lutego minął mi pod znakiem kończącej się sesji – pierwszej na nowej uczelni oraz na pierwszym roku magisterki. Na szczęście, wszystkie egzaminy udało mi się szczęśliwie zdać, dzięki czemu mogłam cieszyć się trzema tygodniami wolnymi od nauki.

WYDARZENIA

Najważniejszym wydarzeniem lutego był bankiet z okazji dziesięciolecia Magazynu Wesele. Pierwszy raz miałam przyjemność jako-tako pomagać w organizacji tak prestiżowego oraz ważnego wydarzenia – szczerze powiedziawszy, także po raz pierwszy w nim uczestniczyłam. Przyjęcie udało się rewelacyjnie!



Poza tym, byłam też na koncercie w Klubie Kwadrat. No cóż, z całego repertuaru znałam może z pięć piosenek a wszechobecny hałas oraz grupka kompletnie pijanych, obijających się o wszystkich ludzi skutecznie zniechęciła mnie do tego typu imprez organizowanych w niedużych salach. Choć usłyszeć „Wieżę radości, wieżę samotności” na żywo – bajka!



Wraz z Darią, przyjaciółką, z którą prowadzimy „Kobiecym okiem uchwycone” [KLIK] miałyśmy przyjemność realizować zamówienie na sfotografowanie asortymentu sklepu optycznego. Zdjęcia wyszły super, choć bez przygód się nie obeszło – po sfotografowaniu dwóch oprawek strzeliła jedna lampa w studiu. A pisząc strzeliła – naprawdę mam to na myśli. Huk, smród i rozbite szkło…











KULTURALNIE

Biorę udział w wyzwaniu „Przeczytam 52 książki w 2016 roku”. Idzie mi opornie, przyznaję. Póki co, mam za sobą cztery pozycje. Jedyne, co mnie pociesza, to fakt, że wybrałam naprawdę świetnie książki. Murakamiego mam zamiar łyknąć całego – cztery pierwsze powieści mam za sobą (przeczytałam jeszcze „Na południe od granicy, na zachód od słońca”, ale było to w styczniu). Naprawdę – szczerze polecam, nie tylko miłośnikom Japonii.



Luty upłynął mi pod znakiem naprawdę fajnej muzyki. Jedną z moich ulubionych piosenek tego miesiąca zostało „7 years” Lucasa Grahama.


Kolorowałam. Trochę więcej, niż pokazuję, bo chwalić się nie ma czym. Nawet nie wiedziałam, że to taka ciężka praca!

Nie obyło się także bez odwiedzin w kinie – „Planeta Singli” to film, któremu daję zdecydowane 10/10 punktów. Śmiałam się i płakałam. I nie, nie poszliśmy na niego z okazji Walentynek.




INNE

A jeśli już o Walentynkach mowa – nie jestem miłośniczką jakiegoś przesadnego celebrowania takich dni. Wystarczyły słodkości oraz obiad upichcone przeze mnie oraz piękny bukiet kwiatów. No i obecność tej najważniejszej osoby.



Nie chcę pisać o nowościach kosmetycznych, gdyż byłoby tego za dużo. Zamiast tego wrzucę jedną fotografię, którą możecie traktować jako  zapowiedź jednego z najbliższych postów. No i pochwalę się najpiękniejszymi butami ever! :)





Ha, myśleliście, że Was oszczędzę?! Nie ma tak lekko, koty muszą być  - tym razem moje ulubione zdjęcia z lutego – piękne, kocie paczałki! Od góry: Filu, Diabełek, Korunia i Mila.




Siląc się na podsumowanie – luty minął mi niebywale szybko. Nie zabrakło pysznego jedzenia oraz przede wszystkim dobrej muzyki. To był również czas kompletnych zawirowań pogodowych – śnieg, deszcz, słońce… Bardzo dobrze wspominam również przede wszystkim bankiet z okazji dziesięciolecia Magazynu Wesele oraz zdanie sesji. Z pewnością będę wspominała go miło.