Dzień dobry!
Wracamy do czwartego dnia mojego tatrzańskiego resetu, który
podarowałam sobie w październiku. Dzisiaj mało popularny, ale niezwykle
urokliwy szlak na Polanę Stoły z Kir z odbiciem z Kościeliskiej. Trasa ma 8,4
km w obie strony i 521 m podejścia, jednak warta jest każdej kropelki potu (a
raczej jego wiadra), który wylejecie na niebieskim fragmencie szlaku.
Startujemy z Kir, gdzie przez trochę ponad 2 km idziemy prościutkim,
przyjemnym, zielonym szlakiem. Przy Lodowym Źródle, kawałek za toi toiami
odbijamy w prawo, w szlak niebieski. I tu generalnie utrudnień nie ma żadnych,
poza tym, że czekają nas 2 km pod górkę. To właśnie na tym odcinku robimy
niemal całe przewyższenie, co dla takiej kluski jak ja było nie lada wyzwaniem.
W trakcie podejścia czułam się też trochę nieswojo, albowiem minęłam może
łącznie z 4 osoby schodzące – mniej osób – bo zero - spotkałam tylko na pamiętnym
zejściu z Gęsiej do Gąsienicowej w warunkach zimowych wraz z Juśką (czemu, jak ktoś
nie pamięta, to odsyłam tutaj KLIK). Z jednej strony fajnie było samotnie
napawać się tatrzańską przyrodą, z drugiej strony gdzieś tam wgłębi bałam się,
że zaraz zje mnie misiu i nawet nikt się nie zorientuje :D
Na szczęście po dotarciu na punkt widokowy, z którego rozpościerał się oszałamiający widok na Małołączniak i Giewon, dołączyły do mnie trzy sympatyczne
Panie, z którymi ucięłam sobie pogawędkę. Z jedną nawet ruszyłam jeszcze trochę
wyżej, w las, do znaku, aby zrobić sobie zdjęcie do książeczki PTTK. Drugi
dzień miałam szczęście do poznania naprawdę super osób na szlaku. Byłam
padnięta, ale szczęśliwa – drugi punkt z mojej listy górskich mini marzeń
został spełniony!
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję ślicznie za pozostawienie po sobie śladu.:)