Przejdź do głównej zawartości

#78. TATRZAŃSKI RESET - Dolina Pięciu Stawów i Rusinowa Polana

Nie ma lepszego miejsca na reset niż Tatry. Kiedy w październiku zeszłego roku miałam już wszystkiego serdecznie dość i byłam bardzo, bardzo przebodźcowana, nie pozostało mi nic innego, jak wybrać urlop, spakować plecak i ruszyć na podbój Podhala. Częściowo, po raz pierwszy, także solo. To miał być czas na podładowanie baterii i stuprocentowy selfcare.  😊 Będzie też parę polecajek jedzeniowych oraz noclegowych. Ruszyliśmy z Krakowa z samego rana i o 8 zameldowaliśmy się na parkingu na Palenicy Białczańskiej, gdzie w trójkę – tj. ja, P. oraz nasz kumpel Kingu, ruszyliśmy czerwonym szlakiem do Wodogrzmotów Mickiewicza, by przy nich odbić na szlak zielony, dobrze znaną nam trasą w kierunku Pięciu Stawów Polskich (o których dwukrotnie pisałam już TU i TU ). Pogoda była wspaniała – raz słońce, raz chmury, na niebie odbywał się prawdziwy spektakl. Sama wędrówka minęła spokojnie, leniwie i bez większych problemów, jedynie na górze nas mocno wywiało i było chłodno. Widoki jednak, jak zwyk...

#1. WSTĘPNIAK



Dochodzi piąta nad ranem, a ja spać nie mogę. Przewracając się z boku na bok, i na zmianę smyrając Kota numer jeden, kota numer dwa i kota numer trzy powoli układałam sobie w głowie ten wpis, choć oczywiście to, co sobie wymyśliłam nijak ma się z tym, co teraz tu tworzę.
Bloga założyłam już jakiś czas temu, ale… No właśnie, tak, to jest to ALE - doskonale znane wszystkim tym, którzy szukają wymówek. Wciąż. Dokładnie.
W każdym bądź razie, było, minęło, czas zakasać rękawy i do roboty.
Blog będzie tematyki wszelakiej, co mi ślina na język przyniesie, jednak aby łatwo można się było po nim poruszać każdy post odpowiednio oznakuję. Niestety, mistrzynią blogspota nie jestem, lecz w niedalekiej przyszłości planuję wprowadzić kategorie, ot, takie udogodnienie. Myślę, że największą część postów poświęcę swoim przemyśleniom, spojrzeniu na świat, spostrzeżeniom. Ale wiecie jak to jest, plany – planami, różnie to z nimi bywa.
Na wstępie zaznaczę, iż jest to MÓJ blog, czyli piszę na nim o czym chcę (czy to o papierze toaletowym, swoich kotach czy nowych skarpetkach). Nie toleruję komentarzy wulgarnych czy najzwyklejszego hejtu – by żyło nam się lepiej wyznaję jedną prostą zasadę – póki komuś nie szkodzisz, wolność Tomku w swoim domku, więc jeśli będziesz miał ochotę skrytykować mnie tylko dlatego, że piszę rozprawkę o herbacie, daruj sobie, bo i tak nieszczególnie się tym przejmę – komentarz po prostu się nie pojawi, gdyż nie mam czasu ani ochoty walczyć z wiatrakami. Acz muszę zaznaczyć, że konstruktywną krytykę – uwielbiam!
To tak w skrócie.
Reszta wyjdzie w praniu.
Pozdrawiam,

Paula.

Komentarze

  1. Oh no proszę, kto to założył bloga! :) W końcu :) Wstęp bardzo fajny i zabawny więc nie ma co marudzić tylko teraz trzeba prowadzić. Teraz jeszcze tylko musisz dodać gadżet obserwatorów, żebym mogła dołączyć :D
    Układ --> dodaj gadżet ----> więcej gadżetów----> obserwatorzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o mamo! ale poczułam się taka... taka... wowoowow! :D że tu od Ciebie komentarz :D
      najpier to ja muszę zmienić szatę graficzną, bo ta jest taka, oooo:D
      ale dzięki za podpowiedź! bo na blogspocie, to ja się znam jak kura na fizyce :c

      Usuń
    2. No co Ty :D Jam normalny człowiek przecież :)
      Spoko myślisz, że ja na początku wiedziałam co i jak? W ogóle. Ale dużo pytań wpisywałam w google jak co pododawać i wyskakiwały tutoriale :)
      Jak byś miała jakieś zagwostki jak coś zrobić lub dodać na blogu to pisz, może będę wiedzieć :)

      Usuń
    3. miałam do Ciebie pisać już cztery razy z pytaniem ale się powstrzymałam i mi się udało, haha.

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję ślicznie za pozostawienie po sobie śladu.:)

Zainteresują Cię również...

#51. DOLINA PIĘCIU STAWÓW PO RAZ PIERWSZY - UMIERAJĄC NA SZLAKU... ;)

Hola :) Dziś przychodzę do Was z moją pierwszą samodzielnie zaplanowaną, zeszłoroczną wyprawą w góry – 20 lipca 2017 do Doliny Pięciu Stawów . I od razu na wstępie zaznaczę, że jeszcze nigdy nie dostałam po dupie tak, jak wtedy . Generalnie Dolina Pięciu Stawów marzyła mi się już od kilku lat. Gdzieś w internecie natknęłam się na relacje z tej trasy, urzekły mnie zdjęcia i pełne zachwytu opisy. Naczytałam się, że trasa jest przyjemnie prosta, przyjemna i obfituje w boskie przeżycia wizualne. Byłam tak zaaferowana, że mało brakowało, a wybrałabym się tam pół roku wcześniej – w zimie ! O, ja głupia … Wyprawa do Doliny Pięciu Stawów zweryfikowała moją wiedzę, mój zapał i przede wszystkim – mój dystans i respekt do gór. Zaczęło się niewinnie – od ponad godzinnego krążenia w okolicy parkingów i szukania wolnego miejsca do zaparkowania, co bardzo opóźniło całą wyprawę. Potem podróż asfaltem ponad 3 km żeby dojść do Palenicy… Bilety kupiliśmy ok. 11. Abstrahując… Kolejka do prz...

#48. RUSINOWA POLANA WIOSNĄ.

Widoki z drogi :) Hej hoł :) Pogoda ostatnimi czasy bardzo dopisuje, dlatego grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Nic więc dziwnego, że w poniedziałek, po weselnym weekendzie, zwlekliśmy się z P. z łóżka tuż po piątej, by o 6:10 wystartować z MDA w stronę Zakopanego, by odbić sobie ostatni, mglisty wypad, o którym możecie poczytać [ TUTAJ ]. Tak czy siak, naszym początkowym celem miała być wyprawa na Kalatówki z późniejszym zahaczeniem o Sarnią Skałę, Wodospad i Dolinę Strążyska. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, na Sarniej byliśmy w grudniu :) [ KLIK ]. Naszym głównym celem było zobaczenie krokusów, jednak ponieważ na Kalatówkach nie były one jeszcze w pełnym rozkwicie, w nocy przed wyjazdem obmyśliłam inną trasę. A właściwie: dwie. Pierwszą miała być właśnie Rusinowa Polana, która niezbyt rozpieściła nas widokowo niecałe dwa miesiące temu.;)  Z dworca PKP wsiedliśmy w niewielki busik i za 9 PLN od osoby (busiki jadące pod Morskie Oko) dojechaliśmy na ...

#55. BO W ŻYCIU PIĘKNE SĄ TYLKO CHWILE... CZYLI JEDNODNIOWY WYPAD NAD MORZE.

Ahoj :) Dziś przychodzę do Was z pełną harmonii, spokoju i błękitu relacją z spontanicznego wypadu nad nasze piękne, polskie morze. Pomysł na jakiś szalony, krótki wyjazd chodził mi po głowie od weekendu czerwcowego, kiedy to nosiło mnie niemiłosiernie i planowo mieliśmy go spędzić albo w górach albo na wsi. Jednak niezbyt ciekawa prognoza pogody sprawiła, że nie wyściubiliśmy nosa spoza mieszkania. Generalnie, w góry wybieramy się już od półtora miesiąca, ale co akurat mamy wolne, to pogoda jest do chrzanu… ;) Za to w ostatni weekend, który trwał dla mnie aż do wtorku, udało mi się zaszaleć i odhaczyć wyjazd zarówno na wieś (relacja niebawem) jak i nad morze właśnie. Jak szaleć, to szaleć … Trzeba było znaleźć tylko kompana! Choć większość najbliższych uznało mnie za  nienormalną i kazano puknąć mi się w czółko , ukochana ciocia stanęła na wysokości zadania i postanowiła zabrać się ze mną. Wyjechałyśmy w niedzielę po 21 cudownym TLK z Krakowa, by w Gdańsku zameldować si...