niedziela, 22 marca 2015

#4. W POGONI ZA MARZENIAMI...


Czym są marzenia, chyba nikomu nie muszę tłumaczyć. Nie wierzę, że mógłby istnieć człowiek, który by ich nie posiadał. Na wielu rozmowach o pracę pytano mnie jakie są moje plany na przyszłość. Odpowiadałam banalnie, że chciałabym założyć rodzinę, mieć kochającego męża i zdrowe dzieci, godną pracę oraz kilka kotów. Zazwyczaj moja odpowiedź budziła zdziwienie – tak skromnie? A może jakieś podróże? Coś szalonego? Taka reakcja sprawiała, że na mojej twarzy pojawiał się uśmiech – bo o co w końcu mnie pytano, o plany czy marzenia?
Marzeń mam wiele, niektóre zwariowane, inne wręcz niebezpieczne. Mam też takie, na dźwięk których znajomi pukają się w czoło.
Tydzień temu, w sobotę i niedzielę miało się spełnić jedno z nich – w porównaniu z innymi mogłoby się wydawać niewielkie, choć bardzo dużo dla mnie znaczące.

zdjęcie z internetu

Intel Extreme Master, Katowice 2015.

zdjęcie z internetu: wewnątrz Spodku

Podejrzewam, że niewiele osób będzie wiedziało co to jest, więc już śpieszę z wyjaśnieniami – jest to wielka impreza odbywająca się co roku w katowickim spodku. Impreza dla „gamerów”, czyli ludzi… grających w gry. Ogólnie, dotyczy to głównie „dzieci LOL’a”, że tak to żartobliwie ujmę, lub Starcrafta, jednak od paru lat odbywa się tam również turniej Counter Strike Global Offensive, w którego gram. Tłumacząc łopatologicznie: mecze graczy 5 vs 5, drużyna terrorystów, która ma za zadanie podłożyć pakę i dopilnować by wybuchła oraz drużyna antyterrorystów, którzy muszą pilnować, by paka nie została podłożona, a jeśli już, to ją odbić i rozbroić. To tak w wielkim skrócie.

zdjęcie z mojej gry.

zdjęcie z internetu

Na IEM’ie odbywa się wielki turniej, zjeżdżają się drużyny z całego świata – najlepsi z najlepszych. Warto tu dodać iż reprezentacja Polski to niemal legendy – rok temu zajęli pierwsze miejsce, w tym poszło troszkę gorzej, jednak i tak dla wielu są oni mistrzami. Tym bardziej, że niektórzy z nich należą do reprezentacji od początków tegoż e-sportu, jeszcze zza czasów starego Counter Strike 1.5 (ja sama zaczęłam grać dopiero w 1.6, najpopularniejszą część tej gry).

zdjęcie z internetu: Virtus.Pro, wygrana w 2014.

Poza turniejami mistrzów, odbywają się mniejsze turnieje – w tym roku np. zmierzyły się ze sobą najlepsze drużyny dziewczęce, zwykli, szarzy gracze także mogą spróbować swych sił. Nie brakuje również licznych stanowisk, głównie związanych z komputerami, np. X-KOM, Intel – można kupić bardzo dobry sprzęt w niezwykle konkurencyjnych cenach.
Uogólniając – jest to impreza, na której każdy z fanów e-sportu obowiązkowo powinien się zjawić choć raz.
Ja wybierałam się twardo już rok temu, jednak w ostatniej chwili koleżanka, z którą miałam jechać zrezygnowała. W tym roku, wraz z Moim niemalże przysięgliśmy sobie, że się pojawimy. Na tą okazję P. nawet wziął wolne w poniedziałek, by móc zostać w Katowicach do końca (impreza trwa od czwartku do niedzieli). Mieliśmy także kupione bilety autobusowe na sobotę i niedzielę.
I teraz sobie wyobraźcie. Pojechaliśmy. Do kolejki dołączyliśmy po 11. Staliśmy ponad trzy godziny – udało nam się nawet dostać na plac przed Spodkiem!
I teraz najlepsze – byliśmy blisko barierek – ostatniej przeszkody stojącej pomiędzy nami a Spodkiem. Barierki otworzyły się i…

widzicie koniec kolejki? nie? wyobraźcie sobie, że to tam staliśmy na początku - hen, hen, za mostem.

…całe bydło zza nas, jak na komendę rzuciło się do przodu a panowie pilnujący porządku i wywalający na koniec każdego, kto się pchał nagle zniknęli. Czekaliśmy naiwnie na ich powrót, przez co wylądowaliśmy na szarym końcu. Co więcej – wpuszczono kilka osób i pojawił się komunikat: „Spodek pełen. Więcej nie wpuszczamy”. Staliśmy w wielkiej masie ludzi, popychani to do przodu to do tyłu i nie wiedzieliśmy co robić. Jeszcze przed chwilą Spodek i spełnienie naszych marzeń były w zasięgu ręki, a teraz…

plac przed Spodkiem i swoisty "wężyk".

Ogólnie w kolejce czekaliśmy ponad cztery godziny. Gdy mieliśmy pewność, że przed półfinałem CS’a nie uda nam się wbić (a grali Polacy – Virtus.pro vs Fnatic o wejście do finału) czym prędzej pognaliśmy na dworzec autobusowy i wróciliśmy do Krakowa, gdzie obejrzeliśmy mecze przed komputerami.

zdjęcie z internetu: godzina 7. "wężyk" na placu przed Spodkiem.

Musicie mi uwierzyć – po tym wydarzeniu, na samą myśl o tym, jak blisko byłam i jak to się skończyło czułam złość przemieszaną ze smutkiem. Nie przesadzę, kiedy napiszę, że chciało mi się płakać. Oliwy do ognia dolał fakt, iż ukochany polski team przegrał z drużyną, której zachowanie budziło wielki niesmak.
Tak sam zresztą, jak zachowanie osób, które przyjechały „na ostatnią chwilę” i nie uszanowały faktu, że niektórzy czekali naprawdę długo, żeby dostać się na IEM i tak chamsko wepchnęli się w kolejkę… Po prostu – „prawo dżungli”.
Piszę o tym dopiero teraz, bo myśl o tym wciąż wzbudzała we mnie zbyt wiele negatywnych emocji. Wolałam to najpierw przecierpieć, choć dalej jest mi smutno, że moje marzenie będzie musiało czekać kolejny rok. Jednak następnym razem, nauczeni doświadczeniem, nie pojawimy się pod Spodkiem bez biletów – i to nie tych, wcześniejszego wstępu (wchodziło się bez kolejki, lecz ostatnia tura poszła w niecałą minutę, ludzie kupowali po kilkadziesiąt sztuk, 50 zł/szt i sprzedawali nawet po 250), lecz VIP’owskich.

Czy Wam też kiedyś zdarzyło się być tak blisko zrealizowania marzenia, jednak z powodów niezależnych od Was się nie udało?
Mam nadzieję, że nie.
Trzymajcie kciuki, że za rok się uda!
Pozdrawiam Was cieplutko, Paula.


PS: Mam nadzieję, że odświeżony wygląd bloga przypadnie Wam do gustu.

4 komentarze:

  1. Szkoda, że nie wyszło. Na pewno w następnym roku Ci się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak będą bilety, to rejczel się uda :D
      ale dzięki :)

      Usuń
  2. Jak czytałam to niemalże czułam ten wielki zawód, ja nie tylko miałabym łzy w oczach ale na pewno bym się poryczała i to nie raz. Współczuję :* :( Ja też jestem wielką fanką, choć ja głównie rpg, czasem dla relakcu lubię też point & click typu Syberia. Nie wiem jak Cię niestety pocieszyć. Bydło to bydło.

    Ps. Oglądałaś może serial internetowy The Guild? Koniecznie sobie włącz jest o grupce ludzi grających prawdopodobnie w WOWa na filmwebe ma miał mega ocenę i mnie skusił. Nie zrażaj się początkowymi odcinkami, później są naprawdę genialne:

    https://www.youtube.com/watch?v=grCTXGW3sxQ
    Łap link do pierwszego odcinka, tylko włącz sobie w ustawieniach polskie napisy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie oglądałam, ale dzięki za linka, w oczekiwaniu na Grę o Tron będziemy mieli co oglądać z Moim.:) no cóż, emocje trochę opadły, ale niesmak pozostał. tak blisko... :P

      Usuń

Dziękuję ślicznie za pozostawienie po sobie śladu.:)