Przejdź do głównej zawartości

#78. TATRZAŃSKI RESET - Dolina Pięciu Stawów i Rusinowa Polana

Nie ma lepszego miejsca na reset niż Tatry. Kiedy w październiku zeszłego roku miałam już wszystkiego serdecznie dość i byłam bardzo, bardzo przebodźcowana, nie pozostało mi nic innego, jak wybrać urlop, spakować plecak i ruszyć na podbój Podhala. Częściowo, po raz pierwszy, także solo. To miał być czas na podładowanie baterii i stuprocentowy selfcare.  😊 Będzie też parę polecajek jedzeniowych oraz noclegowych. Ruszyliśmy z Krakowa z samego rana i o 8 zameldowaliśmy się na parkingu na Palenicy Białczańskiej, gdzie w trójkę – tj. ja, P. oraz nasz kumpel Kingu, ruszyliśmy czerwonym szlakiem do Wodogrzmotów Mickiewicza, by przy nich odbić na szlak zielony, dobrze znaną nam trasą w kierunku Pięciu Stawów Polskich (o których dwukrotnie pisałam już TU i TU ). Pogoda była wspaniała – raz słońce, raz chmury, na niebie odbywał się prawdziwy spektakl. Sama wędrówka minęła spokojnie, leniwie i bez większych problemów, jedynie na górze nas mocno wywiało i było chłodno. Widoki jednak, jak zwyk...

#21. STEMPELKI PO RAZ PIERWSZY


Niedawno pisałam Wam, że zrobiłam małe zakupy na aliexpress. Ponieważ rozpoczęłam swoją przygodę ze zdobieniami paznokci, w mym arsenale nie mogło zabraknąć stempelków. Dziś zapraszam Was na relacje pierwszego zdobienia z nimi w roli głównej.


Na początku muszę napisać, że przy stemplach naklejki wodne to pikuś. Nie wiem ile razy próbowałam nałożyć odpowiednią ilość lakieru na blaszkę i odbić ją na stemplu tak, by cokolwiek wyszło. Zresztą – nie tylko ja, ale i mój P. oraz mama. Na pierwszym paznokciu wyszło strasznie – ledwie dwie gwiazdki, które dodatkowo rozmazałam, przez zbyt wczesne użycie topu. Na szczęście, na drugiej ręce, mimo kilku niedociągnięć, w końcu udało odbić mi się prawie cały wzorek.
Moje pierwsze wrażenia są takie, że trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć. O ile nałożenie wzorku na paznokieć nie jest czymś skomplikowanym, o tyle odbić go w ogóle na stemplu to już wyższa szkoła jazdy.


Moje rady na początek?
·         Na blaszkę nakładaj dosłownie kropelkę lakieru!
·         Stempelek przyciskaj do blaszki oraz paznokcia szybko i zdecydowanie. Trzeba użyć troszkę siły, jednak bez przesady!
·         Nie zniechęcaj się, początki naprawdę są trudne (chyba, że nie jesteś taką sierotą jak ja, haha).


W moim zestawie znalazłam jeden minus – ta blaszka do wyrównywania lakieru jest z metalową końcówką, przez co blaszki z wzorkami szybko się rysują. Podobno są jakieś z plastikowymi – będę musiała się rozejrzeć. Inna sprawa dotyczy wzorków – niestety, z ali, mimo teoretycznej możliwości wyboru dziesięciu z nich, dostałam zupełnie randomowe. W całym komplecie była jedna, maksymalnie dwie, blaszki, które wybrałam – reszta kompletnie mi się nie podoba.


Co do samego wzorku – uważam, że jest to ładne urozmaicenie paznokcia. Odrobina wprawy, uwolnione kreatywne myślenie i za pomocą tych maleństw można wyczarować naprawdę piękne zdobienia. Tak samo jak w przypadku naklejek – było to moje pierwsze, choć na pewno nie ostatnie podejście.

Do malowania użyłam: Bourjois 1 Seconde, nr 23 (chabrowy), Sinful Colors, numerki 113 (fiolet) oraz 831 (brokatowy niebieski), Yves Rocher, nr 51 (żółty).


Komentarze

Zainteresują Cię również...

#51. DOLINA PIĘCIU STAWÓW PO RAZ PIERWSZY - UMIERAJĄC NA SZLAKU... ;)

Hola :) Dziś przychodzę do Was z moją pierwszą samodzielnie zaplanowaną, zeszłoroczną wyprawą w góry – 20 lipca 2017 do Doliny Pięciu Stawów . I od razu na wstępie zaznaczę, że jeszcze nigdy nie dostałam po dupie tak, jak wtedy . Generalnie Dolina Pięciu Stawów marzyła mi się już od kilku lat. Gdzieś w internecie natknęłam się na relacje z tej trasy, urzekły mnie zdjęcia i pełne zachwytu opisy. Naczytałam się, że trasa jest przyjemnie prosta, przyjemna i obfituje w boskie przeżycia wizualne. Byłam tak zaaferowana, że mało brakowało, a wybrałabym się tam pół roku wcześniej – w zimie ! O, ja głupia … Wyprawa do Doliny Pięciu Stawów zweryfikowała moją wiedzę, mój zapał i przede wszystkim – mój dystans i respekt do gór. Zaczęło się niewinnie – od ponad godzinnego krążenia w okolicy parkingów i szukania wolnego miejsca do zaparkowania, co bardzo opóźniło całą wyprawę. Potem podróż asfaltem ponad 3 km żeby dojść do Palenicy… Bilety kupiliśmy ok. 11. Abstrahując… Kolejka do prz...

#48. RUSINOWA POLANA WIOSNĄ.

Widoki z drogi :) Hej hoł :) Pogoda ostatnimi czasy bardzo dopisuje, dlatego grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Nic więc dziwnego, że w poniedziałek, po weselnym weekendzie, zwlekliśmy się z P. z łóżka tuż po piątej, by o 6:10 wystartować z MDA w stronę Zakopanego, by odbić sobie ostatni, mglisty wypad, o którym możecie poczytać [ TUTAJ ]. Tak czy siak, naszym początkowym celem miała być wyprawa na Kalatówki z późniejszym zahaczeniem o Sarnią Skałę, Wodospad i Dolinę Strążyska. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, na Sarniej byliśmy w grudniu :) [ KLIK ]. Naszym głównym celem było zobaczenie krokusów, jednak ponieważ na Kalatówkach nie były one jeszcze w pełnym rozkwicie, w nocy przed wyjazdem obmyśliłam inną trasę. A właściwie: dwie. Pierwszą miała być właśnie Rusinowa Polana, która niezbyt rozpieściła nas widokowo niecałe dwa miesiące temu.;)  Z dworca PKP wsiedliśmy w niewielki busik i za 9 PLN od osoby (busiki jadące pod Morskie Oko) dojechaliśmy na ...

#55. BO W ŻYCIU PIĘKNE SĄ TYLKO CHWILE... CZYLI JEDNODNIOWY WYPAD NAD MORZE.

Ahoj :) Dziś przychodzę do Was z pełną harmonii, spokoju i błękitu relacją z spontanicznego wypadu nad nasze piękne, polskie morze. Pomysł na jakiś szalony, krótki wyjazd chodził mi po głowie od weekendu czerwcowego, kiedy to nosiło mnie niemiłosiernie i planowo mieliśmy go spędzić albo w górach albo na wsi. Jednak niezbyt ciekawa prognoza pogody sprawiła, że nie wyściubiliśmy nosa spoza mieszkania. Generalnie, w góry wybieramy się już od półtora miesiąca, ale co akurat mamy wolne, to pogoda jest do chrzanu… ;) Za to w ostatni weekend, który trwał dla mnie aż do wtorku, udało mi się zaszaleć i odhaczyć wyjazd zarówno na wieś (relacja niebawem) jak i nad morze właśnie. Jak szaleć, to szaleć … Trzeba było znaleźć tylko kompana! Choć większość najbliższych uznało mnie za  nienormalną i kazano puknąć mi się w czółko , ukochana ciocia stanęła na wysokości zadania i postanowiła zabrać się ze mną. Wyjechałyśmy w niedzielę po 21 cudownym TLK z Krakowa, by w Gdańsku zameldować si...