Przejdź do głównej zawartości

#78. TATRZAŃSKI RESET - Dolina Pięciu Stawów i Rusinowa Polana

Nie ma lepszego miejsca na reset niż Tatry. Kiedy w październiku zeszłego roku miałam już wszystkiego serdecznie dość i byłam bardzo, bardzo przebodźcowana, nie pozostało mi nic innego, jak wybrać urlop, spakować plecak i ruszyć na podbój Podhala. Częściowo, po raz pierwszy, także solo. To miał być czas na podładowanie baterii i stuprocentowy selfcare.  😊 Będzie też parę polecajek jedzeniowych oraz noclegowych. Ruszyliśmy z Krakowa z samego rana i o 8 zameldowaliśmy się na parkingu na Palenicy Białczańskiej, gdzie w trójkę – tj. ja, P. oraz nasz kumpel Kingu, ruszyliśmy czerwonym szlakiem do Wodogrzmotów Mickiewicza, by przy nich odbić na szlak zielony, dobrze znaną nam trasą w kierunku Pięciu Stawów Polskich (o których dwukrotnie pisałam już TU i TU ). Pogoda była wspaniała – raz słońce, raz chmury, na niebie odbywał się prawdziwy spektakl. Sama wędrówka minęła spokojnie, leniwie i bez większych problemów, jedynie na górze nas mocno wywiało i było chłodno. Widoki jednak, jak zwyk...

#59. PIĘKNA, ZŁOTA POLSKA JESIEŃ W TROPIU




Hola!
Co prawda ostatnimi dniami pogoda nieszczególnie nas rozpieszcza, ale do połowy października była wręcz obłędna. To właśnie wtedy zdecydowaliśmy się na krótki wypad za miasto – odpocząć, naładować bateryjki przed tym najmniej przyjemnym okresem.
Trafiliśmy idealnie – było niemalże gorąco, świeciło słońce a przyroda przywitała nas obłędnym spektaklem pełnym czerwieni, złota i żółci. O takich widokach najczęściej można tylko pomarzyć… Ale nam się udało.:)
Przespacerowałam wraz z przyjaciółką całe Tropie, dotarłyśmy także na skałkę, o której pisałam Wam latem i tym razem obfotografowałyśmy ją w jesiennej odsłonie, odwiedziliśmy też Gródek nad Dunajcem, gdzie zjedliśmy pyszny obiad oraz napiliśmy się piwa, wpadliśmy nad Zaporę oraz zorganizowałyśmy dwie sesje fotograficzne – przyjaciółki i mojego P. wraz z jego kochanką, Suzi, którą miałam też okazję po raz pierwszy przetestować. Piękna pogoda, prędkość i to uczucie swobody, wolności… Niemal jak wakacje jesienią ;)
Dziś zapraszam Was na króciutką relację z naszego wypadu.




Spacer w lesie i jedyny znaleziony tego dnia borowik.


Wypad nad Zaporę w Rożnowie.



Gródek nad Dunajcem.











Ukochane Tropie. Spacer na Kładkę i Skałkę.


Jesienna sesja Darii. ♥ fot. ja, cudowna obróbka - Daria.♥


P. wraz ze swoją kochanką Suzi w moim obiektywie.♥

Po więcej zdjęć Darii i P. już niebawem zapraszamy na http://piekno-codziennosci.blogspot.com oraz na fb Kobiecym Okiem Uchwycone.







Komentarze

  1. Piękne widoki i cudni Wy 😍!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pogoda rzeczywiście była piękna. Wspaniała fotograficzna pamiątka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pieknie. Pieknie. Pieknie! Zima moze jeszcze zaczekac ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Alez piękny klimatyczny most

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie nadal jest naprawdę cudnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moją ukochaną porą roku jest zima, ale jesień wspaniale mnie do niej refleksyjnie przygotowuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Jezioro Rożnowskie jesienią! Wrzesień, pażdziernik jest coraz cieplejszy, tłumy turystów dawno w domach, a widoki niezmiennie piękne.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję ślicznie za pozostawienie po sobie śladu.:)

Zainteresują Cię również...

#51. DOLINA PIĘCIU STAWÓW PO RAZ PIERWSZY - UMIERAJĄC NA SZLAKU... ;)

Hola :) Dziś przychodzę do Was z moją pierwszą samodzielnie zaplanowaną, zeszłoroczną wyprawą w góry – 20 lipca 2017 do Doliny Pięciu Stawów . I od razu na wstępie zaznaczę, że jeszcze nigdy nie dostałam po dupie tak, jak wtedy . Generalnie Dolina Pięciu Stawów marzyła mi się już od kilku lat. Gdzieś w internecie natknęłam się na relacje z tej trasy, urzekły mnie zdjęcia i pełne zachwytu opisy. Naczytałam się, że trasa jest przyjemnie prosta, przyjemna i obfituje w boskie przeżycia wizualne. Byłam tak zaaferowana, że mało brakowało, a wybrałabym się tam pół roku wcześniej – w zimie ! O, ja głupia … Wyprawa do Doliny Pięciu Stawów zweryfikowała moją wiedzę, mój zapał i przede wszystkim – mój dystans i respekt do gór. Zaczęło się niewinnie – od ponad godzinnego krążenia w okolicy parkingów i szukania wolnego miejsca do zaparkowania, co bardzo opóźniło całą wyprawę. Potem podróż asfaltem ponad 3 km żeby dojść do Palenicy… Bilety kupiliśmy ok. 11. Abstrahując… Kolejka do prz...

#48. RUSINOWA POLANA WIOSNĄ.

Widoki z drogi :) Hej hoł :) Pogoda ostatnimi czasy bardzo dopisuje, dlatego grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Nic więc dziwnego, że w poniedziałek, po weselnym weekendzie, zwlekliśmy się z P. z łóżka tuż po piątej, by o 6:10 wystartować z MDA w stronę Zakopanego, by odbić sobie ostatni, mglisty wypad, o którym możecie poczytać [ TUTAJ ]. Tak czy siak, naszym początkowym celem miała być wyprawa na Kalatówki z późniejszym zahaczeniem o Sarnią Skałę, Wodospad i Dolinę Strążyska. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, na Sarniej byliśmy w grudniu :) [ KLIK ]. Naszym głównym celem było zobaczenie krokusów, jednak ponieważ na Kalatówkach nie były one jeszcze w pełnym rozkwicie, w nocy przed wyjazdem obmyśliłam inną trasę. A właściwie: dwie. Pierwszą miała być właśnie Rusinowa Polana, która niezbyt rozpieściła nas widokowo niecałe dwa miesiące temu.;)  Z dworca PKP wsiedliśmy w niewielki busik i za 9 PLN od osoby (busiki jadące pod Morskie Oko) dojechaliśmy na ...

#55. BO W ŻYCIU PIĘKNE SĄ TYLKO CHWILE... CZYLI JEDNODNIOWY WYPAD NAD MORZE.

Ahoj :) Dziś przychodzę do Was z pełną harmonii, spokoju i błękitu relacją z spontanicznego wypadu nad nasze piękne, polskie morze. Pomysł na jakiś szalony, krótki wyjazd chodził mi po głowie od weekendu czerwcowego, kiedy to nosiło mnie niemiłosiernie i planowo mieliśmy go spędzić albo w górach albo na wsi. Jednak niezbyt ciekawa prognoza pogody sprawiła, że nie wyściubiliśmy nosa spoza mieszkania. Generalnie, w góry wybieramy się już od półtora miesiąca, ale co akurat mamy wolne, to pogoda jest do chrzanu… ;) Za to w ostatni weekend, który trwał dla mnie aż do wtorku, udało mi się zaszaleć i odhaczyć wyjazd zarówno na wieś (relacja niebawem) jak i nad morze właśnie. Jak szaleć, to szaleć … Trzeba było znaleźć tylko kompana! Choć większość najbliższych uznało mnie za  nienormalną i kazano puknąć mi się w czółko , ukochana ciocia stanęła na wysokości zadania i postanowiła zabrać się ze mną. Wyjechałyśmy w niedzielę po 21 cudownym TLK z Krakowa, by w Gdańsku zameldować si...